Szukaj

Tornjak na Mazurach

Bliżej północy, czyli spacerów odsłona wieczorna

Joszko, jak zwykle w czasie ubierania na spacer, udaje kamień. Nic go nie wzrusza. Ja wkładam buty, on jest posągiem. Zakładam kurtkę, zapinam zamek, on wpatruje się ciągle w ten sam punkt na drzwiach. Zakładam czapkę – on niewzruszony. Jak głaz. Dopinam poły kurtki jedynym guzikiem na dole – udaje, że nie widzi. Powoli wsuwam dłonie w wyciągnięte z kieszeni rękawiczki. Pies ciągle w tej samej pozycji, niewzruszony, cierpliwy, monumentalny. Tornjak Joszko. Z Mazur. Continue reading „Bliżej północy, czyli spacerów odsłona wieczorna”

Reklamy

Między piątą a szóstą

Końcówka listopada ciągle bez śniegu. Chłodno i wilgotno. Deszcze, mżawki, mgły – prawdziwa angielska zima. Na Mazurach. Continue reading „Między piątą a szóstą”

Wizytacje

Lubię, kiedy pojawiają się inne, nie moje dziwadła. Wolno mi wtedy więcej i bawimy się w przepychanki. Ja napieram, a dziwadła próbują mnie powstrzymać. Ja czasami udaję, że im się udaje. Niektóre dziwadła panikują trochę, inne podskakują, inne się przytulają, głaszczą, drapią, coś mówią, śmieją się, pokrzykują, uciekają, wyginają się, kucają, obracają, odchodzą. Śmieszne stworzenia. Continue reading „Wizytacje”

Czasami, kiedy dmie

Leży. Nie rusza się. Czai się, czy jest martwe? Nigdy go tu nie było. Ani latem, ani wiosną, ani zimą, ani jesienią to już nie pamiętam. Wytrzymuje moje nieruchome, zimne, przerażające na pewno spojrzenie. Twardziel, czy zdechlak? Warknę ostrzegawczo, bo może ślepy jest. Continue reading „Czasami, kiedy dmie”

Tornjaka słuch absolutny

Joszko jest absolutnie doskonały. Wszyscy to wiemy i nikt tego nie kwestionuje. Nie z powodu braku odwagi, po prostu oczywista prawda nie podlega dyskusji. Słuch też ma doskonale absolutny. Trochę to trwało, zanim rozeznałem się w tym mechanizmie i jego konsekwencjach. Continue reading „Tornjaka słuch absolutny”

Czas szczepienia

Krzyczał! Kłócił się ze mną! Pyskował! Ależ mnie zirytował. Najpierw ten czarny, a później Dziwadło, które nie pozwoliło mi wypaszczyć całej listy epitetów, które należały się temu gadule. Zdążyłem ledwie połowę. Continue reading „Czas szczepienia”

Skrzynka z trubadurami

W domu jest takie dziwne okno, w którym czasami nie widać nic, a czasami dzieje się wiele. Tak wiele, że zazwyczaj ignoruję to, co tam się odbywa. Mam ucho czujnie nastawione na dźwięki i we właściwych momentach nastawiam też drugie, a nawet zerkam, ale to tylko takie dmuchanie na zimne. Wiem, że Dziwadłom nic nie grozi z tego kierunku. Nigdy nikt nie wyjrzał nawet przez to okno. Continue reading „Skrzynka z trubadurami”

Względność zniewolenia, czyli weekend na wsi

Zaczynam doceniać pożytki, które przynosi puszkowanie. Od czasu, kiedy Dziwadło przestało mnie pozbawiać gruntu pod łapami, to startujemy bez stresu prawie. Nie protestuję, kiedy godzinami świat za oknem ucieka przede mną zanim zdążę go przywitać i przyjrzeć dokładniej. Nie marudzę, że chcę siku, że napiłbym się kawy albo zjadł batonika. Jestem idealnym pasażerem tylnej kanapy. Przecież mógłbym co chwilę pytać: „daleko jeszcze?”, ale jestem tornjakiem, nie osłem. Continue reading „Względność zniewolenia, czyli weekend na wsi”

Create a website or blog at WordPress.com

Up ↑