Nie śniło się filozofom, że prawo moralne we mnie może być naruszane tak bezpardonowo przez pękające czasami nade mną niebo gwiaździste. Taka naruszona moralność może zostać użyta przeciwko. Nie wiadomo jeszcze przeciwko komu albo czemu, ale może.

Są takie dni, że nawet obecność Dziwadeł nie uspokaja. Bo dzieje się coś złego. Całym sobą czuję, jak drży świat. Nie tylko pod nogami, nie tylko w uszach. Drży każdy włosek mojej sierści. Trzymam fason, bo tak należy, ale wolałbym być gdzie indziej. Wracajmy do domu.

Obelix i inni nieustraszeni Galowie z opowieści Uderzo bali się tylko jednego: “że niebo spadnie im na głowę”. Mam wrażenie, że Joszko, choć pochodzi z gór Chorwacji, Hercegowiny lub Bośni to w głębi ducha jest Galem z takiej jednej znanej wioski w Galii. A wiecie, kim współcześnie są Galowie?

W domu Joszko oburza się na strzelanie. Głośno się oburza. Nie pokazuje tego po sobie, bo szczeka ze złością i zapalczywością, ale my wiemy, że to strach. Nie wie, co się dzieje, chce odgonić to, co dudni mu w uszach, pulsuje w głowie. Wtóruje mu Irga. Chór. To właściwie jedyne efekty zabaw różnych półgłówków, którzy sobie strzelają, bo to taka fajna zabawa. Moja tolerancja półgłówków kończy się wtedy, kiedy zaczynają się zachowywać w sposób zagrożony karą mandatu do 500zł. Fajnie byłoby, gdyby te mandaty się sumowały. Za strzelanie poza ostatnim i pierwszym dniem roku – 500, za strzelanie na ulicy – 500, za strzelanie pod wpływem – 500. I półgłówek jest biedniejszy o półtora tysiąca. Niestety chyba się nie sumują. A może jednak?

Poza domem Joszko oburza się bardziej. W nieskoordynowany sposób, bo nie wie, skąd nadciąga niebezpieczeństwo. Wali toto przecież gdzieś z daleka, dookoła, odbija się od domów. Joszko szczeka więc na wszystkie strony, zadzierając pysk, aby ostrzec i odstraszyć wszystkich i wszystko. Kiedy głaszczę go uspokajająco po grzbiecie, bokach i udach, czuję, jak lekko drży. Po wszystkim na szeroko rozstawionych łapach prze w stronę domu. Kojarzy już poruszające się światełka z wybuchami. Nawet jeśli nikt nie strzela, to z niepokojem zerka na poruszające się na ścianie domu sąsiadów świąteczne światełka emitowane z rzutnika. Czeka z obawą, że zaraz coś wybuchnie. Obchodzi ten dom na maksymalnej długości smyczy.

Irga, jako piesek młodszy i malutki poza domem nie próbuje nawet udawać, że się nie boi. Przyczajona ucieka w stronę domu. W domu, przy Joszku, gdy strzały są stłumione radzi sobie dobrze.

Po naszych kotach też nie widać jakiejś traumy, ale wiem, że są zwierzęta, które tygodniami odchorowują takie zabawy. Także niektórzy chorzy ludzie. Świat jest okrutny? Nie. To ludzie bywają okrutni. Choć wcale nie muszą. Jako gatunek, przynajmniej teoretycznie wyrośliśmy z prymitywnych zasad tzw. prawa naturalnego, czyli w zasadzie plemiennego prawa silniejszego, ewoluowaliśmy etycznie w cywilizowanych ludzi. Teoretycznie.

Swobodniej sobie pomarudziłem u siebie, w “Neoficie”.

Reklamy