A może nawet pierwsze. Dlaczego nikt tak na mnie nie woła? Zresztą co za różnica? Woła nie woła, tak czy inaczej, pójdę, jeśli zechcę i kiedy zechcę. Godność i dumę trzeba mieć, a nie tylko ją udawać. Jestem tornjak – pies, a nie piesek na posyłki. Jeśli ulegam, to tylko ze względu na mą wyjątkową wyrozumiałość dla Dziwadeł.

Początek

Siedzę sobie bladym świtem zatopiony w kuchni. Zatopiony w lekturze. W lekturze kynologicznej oczywiście. Czyli pudelka czytam. Trafiam na wspaniałą historię o psie, który jeździł kolejom. Nie wiem co prawda, co to znaczy jeździć kolejom, bo czym właściwie jeździć i komu? I ta niewiedza trzyma mnie przy lekturze nadzieją, że dalej będzie jakieś wyjaśnienie. Niestety, nie dana jest mi łaska wiedzy, bo Joszko wszczyna alarm. Najpierw ospale – jak żółw? – ociężale, cichym hau. W zwolnionym tempie, zduszonym gdzieś w głębi gardła przygotowuje mnie na ciąg dalszy. Odwracam głowę i widzę wyglądający zza framugi łeb psa. Kiedy zorientował się, że patrzę na niego, alarm przybrał właściwą formę i głośność. Podrzuca głową z każdym szczeknięciem, czekając, aż zareaguję. Wstaję więc i idę z nim do przedpokoju. Wyglądamy przez wąską szybkę w drzwiach. W lewo, w prawo. Wiem, że i tam niczego nie widać, ale dla uspokojenia psa wyglądam też oknem.

– Ciemno, pusto, głucho. Wyjątkowo spokojnie. Już wszystkich odgniłeś. – mówię spokojnie. Okłamuję tak Joszka notorycznie, ale nie chcę mu robić wstydu, że znowu darł ryło bez sensu. Niech się czuje potrzebny i skuteczny.

img_2289

Koniec

Czasami mam wrażenie, że Joszko kieruje się zasadą: „ustąp głupszemu”. Robi, co mu się nakazuje, ale w takim tempie, jakby poruszał się w powietrzu o gęstości wody. Wchodzę wieczorem do sypialni – Joszko zwinięty w kłębek na moim miejscu. Otworzył oko, ale udaje, że mnie nie widzi.

IMG_0855

– Zejdź. – mówię cicho w powietrze. Nic się nie dzieje, choć pies wie, że to do niego. Nieruchomieję i zaczynam się w niego wpatrywać. Uniósł głowę. Czeka, teraz udaje, że nie jest pewien, czy dobrze usłyszał. Mija kilka sekund, powtarzam: „zejdź”. Równie cicho, ale patrząc na niego. Unosi się na przednich łapach tak powoli, jakby miał artretyzm i każdy ruch sprawiał mu potworny ból. Siedzi. Mija kilka kolejnych sekund. Chrząkam. Cały czas gapię się na niego. Z wzajemnością. Podnosi tyłek i powoli zczłapuje się na podłogę.

IMG_0559

– Dobry pies – chwalę go. Obraca łeb w moją stronę, żebym zobaczył to pobłażliwe spojrzenie rzucające mi w twarz: „A co to za różnica? Następnym razem też cię przeczołgam i zejdę, kiedy zechcę.”

Reklamy