Małe było toto, przestraszone, bezbronne, zaślinione, uległe i płci odmiennej. Nie całkiem odmiennej, tylko ode mnie odmiennej. To pomyślałem, że pozwolę mu być. Zostać w moim świecie, a nawet bliżej, w rewirze moim, a nawet zupełnie blisko – w domu moim.

I została. Uczy się szybko, ale też szybko zaczęła testować moją cierpliwość. Szczęśliwie w domu mym mieszka jeszcze kilka zwierzydeł i dziwadeł, więc upierdliwość jej na sześcioro nas się rozkłada. A wielka jest. Zastanawiam się czasem, jak taka wielka upierdliwość mieści się w takim małym psie? To musi być jakieś zjawisko nadprzyrodzone.

Demon

20180720_105458

Czarny pyszczek, sterczące włoski, wielkie, niemrugające prawie gały, czaszeczka wielkości zmumifikowanej pigmejskiej głowy. To nie jest zwyczajny pies. To demon w ciele psa. Żadne istota powstała w wyniku ewolucji nie mogłaby mieć tyle energii, tyle złośliwego sprytu, tyle radości w oczach w czasie prób psocenia. Bezustannego. Wydaje się, że przestaje tylko po to, aby nas nie wykończyć. Wiecie, jak łuskożerca z Tanganiki Perissodus straeleni*, który nigdy nie objada żadnego osobnika aż tak mocno, by ten zdechł. Pozwala mu się zregenerować. W tych rybach siedzi demon wodny, a w Irdze demon lądowy. Choć patrząc na częstość i ilość oddawanego moczu, czasami mam wątpliwości. Demony zwodne są, czasami nawet trudno dobrać egzorcyzmy. My stosujemy jak najczęstsze wychodzenie na dwór i pochwały za sikanie na trawę.

Irga została i wnosi do domu olbrzymi ładunek anergii – czystej radości. Nie ma co gadać, lepiej to zobaczyć.


* Perissodus straeleni – https://en.wikipedia.org/wiki/Plecodus_straeleni

Reklamy