Czyli o tym, jak weekendowy odpoczynek może dać w kość nie tylko psu – historia prawdziwa.

Wersja à la Pudelek / Fakt

20180718_184606.jpg

Joszko (lat 2) wybiegł na piaszczystą drogę wśród pól w okolicy jeziora, którędy przejeżdżał bezimienny rowerzysta (lat 36). Rowerzysta musiał zsiąść z wehikułu i zaczekać, aż przybiegnie właściciel (lat 48). Wyjaśniło się, że właściciel nie spodziewał się, że tak wcześnie rano może zadziać się coś takiego, a rowerzysta wyjaśnił, że jedzie do pracy.

Zdeterminowany właściciel, aby uważniej trzymać psa, dopuścił się jednak za chwilę kolejnego zaniedbania i ten przestraszył na tej samej drodze następnego rowerzystę. Śmiertelnie zagrożony amator rowerów (lat 57) przerażony zasłaniał się pojazdem do czasu, aż przybiegł właściciel. Po krótkiej jednostronnej wymianie uprzejmości mężczyźni się rozstali.

Skruszony opiekun psa zdecydował się na przypięcie psa, aby uniemożliwić mu kolejne wybryki. Pies pozostał uwiązany przez kolejne 2 dni, ale przynajmniej nie wbiega na drogę, gdzie mógłby kogoś znowu przestraszyć lub wpaść pod jadącą na pole maszynę rolniczą. Planowany wypoczynek zamienił się w dwudniową katorgę dla zwierzęcia i właścicieli.

Właściciele – młode małżeństwo (27 dni) – przedyskutowało sytuację i uzgodniło, że nie mają wystarczająco dużo determinacji, aby oduczyć krnąbrnego psa takich zachowań, więc muszą zabezpieczyć działkę płotem, który uwolni okolicę od strachu przed potworem, psu da swobodę, a właścicielom czas na kawę.

Wersja à la Słowacki

Zwierz nie człowiek – obowiązek przede wszystkim. Zwierz wrodzone ma przymioty i aby go uczłowieczyć, to albo złamać należy, albo zindoktrynować. I jedno i drugie trudne jest i moralnie niejednoznaczne. A społeczeństwo naciska, ku takim działaniom pcha i skłania, sankcjami straszy, przemocą i ostracyzmem grozi.

20180720_104559

Pies robił, co mu się zdawało właściwe i niezbędne. Dumny był z tego i czasami tylko hamował się, miłością do państwa swego wiedzion. Trudne to i dla zwierza i dla człowieka. Zwierz działał, człowiek odpowiadał reakcją na reakcję. Powstrzymywał, zawracał, tłumaczył, przepraszał. Taka rola, nawet człowiek obowiązki ma.
Pies obowiązek swój spełniał, pogodzony był ze sobą i światem. Człowiek sprawiał się znacznie gorzej. Ni ze zwierzem, ni ze światem, ni z ludźmi do końca w komitywie nie był. Jakże tu żyć, kiedy świadomym się jest odpowiedzialności? Ciążyło mu to niezmiernie. Wreszcie zniewolił zwierza i decyzję podjął co do dalszych kroków, aby świat uczynić przyjaźniejszym. Zwierzu, innym i sobie. Cel taki sobie postawił.
Winę podjął, skruchę okazał, do pokuty zmierzał. A że trafić nie mógł, na kolana padł i o radę prosił. I On zwiódł go. Wadzić się ze sobą pozwolił, a wszystko, co mówił, sprawdziło się.

Wadzimy się

Ja: Napiszę, jak mogłoby wyglądać takie zdarzenie. Bo dlaczego nie. Popadając w skrajność, wpadamy w śmieszność. My ludzie, ja, oni. Pies najmniej.
On: Ludzie tego nie zrozumieją.
Ja: Ty nie wierzysz w ludzi? Ludzie są inteligentni. Zobaczą ironię, wyłapią elementy istotne.
On: Nie wyłapią.
Ja: Ludzie są bystrzy. Napisałem tam przecież, że rozumiem tych, którzy się boją, że ich przepraszam, bo to przecież minimum tego, co powinienem zrobić. Że to moja wina, że to ja jestem odpowiedzialny. I że to jest fikcja. Jednoznacznie to przecież napisałem. Dosłownie.
On: Nie zrozumieją.
Ja: No to może na tych, co nie zrozumieją machnąć ręką?
On: A potrafisz? Wydaje ci się, że taki jesteś twardy i bezwzględny? A pamiętasz, że nie jesteś sam?
Ja: Spróbuję. Mam pozwolić na to, aby ci, którzy nie rozumieją, dyktowali mi, co mam pisać i jak? Kimże wtedy będę, gdzie osobowość, gdzie charakter, gdzie indywidualność?
On: Będą chcieli cię zaszczuć. Tacy są, ja przecież wiem najlepiej, jacy są.
Ja: A ja i tak wierzę w inteligencję ludzi. Większość myśli.

Histeria prawdziwa

20180719_142844

Mamy czasy poradników. Internecie, internecie, powiedz, kto jest najpiękniejszy w świecie. Powiedz, jak mam na coś patrzeć, jak mam myśleć, co zrobić, kiedy wyskoczy mi pryszcz na tyłku. Powiedz, czy pryszcz jest dobry, czy zły. Tylko – broń Boże – nie używaj zbyt trudnych słów. Niech zdania będą proste, krótkie, zapomnij o przenośniach, niedopowiedzeniach, niejednoznacznościach, alegoriach, metaforach, aluzjach. Nie każ mi myśleć! Boże, nie karz też za umysłowe lenistwo!

Na 130 tekstów joszkowego bloga poradnikowych jest mniej niż dziesięć. Nie dlatego, że jest coś złego w takim pisaniu. Tyle tylko, że wolę z poziomu dyletanta, przyznając do błędów, problemów i kłopotów bawić się opisywaniem naszej codzienności, niż udawać eksperta. A masuriana nie chce pisać. Nie ma nic złego w pisaniu poradników, trochę żałosne jest jednak to, że coraz powszechniejszym wydaje się oczekiwanie, iż każdy tekst będzie poradnikowy. Współczesny poradnik „Making coffee” w treści musi być poradnikiem „Making coffee for Dummies”, ale nie musi już mieć w tytule dodatku „for dummies”. To zaczęło być oczywiste. Dummies, dummies everywhere!

Poza histerią, która wybuchła pod wpisem „O tym, jak weekendowy odpoczynek może dać w kość nie tylko psu”**, anegdotycznym dowodem jest komentarz, który pojawił się pod udostępnieniem na fejsbuku przez doglovin’* jednego z pierwszych wpisów joszkowego bloga. Cytat z pamięci: „nic nie można zrozumieć”. Mój błąd, zamiast wyróżniać kursywą to, co pochodzi ode mnie, od pisanych prostą czcionką „słów” Joszka, powinienem był każdy akapit zaczynać: „Teraz mówi Joszko”, bądź „teraz mówię ja”. I wszystko byłoby zrozumiałe. Nie zależy mi jednak na tym, aby takie osoby czytały to, co piszę, bo „nic nie można zrozumieć” i trzeba się swoim ograniczeniem pojmowania pochwalić w komentarzu – niech ktoś coś zrobi, abym to zrozumiał. Dlatego w tym „kontrowersyjnym” wpisie wyłączyłem możliwość komentowania. Nie mam czasu ani chęci na czytanie bredni.

Nie mam też nic do rowerzystów, także jeżdżę rowerem. Nie uważam, aby cykliści byli czemuś winni, podobnie, jak Żydzi. Śmieszy mnie tylko modny styl ubierania „na rower”. To, że niektórzy wykazują już zachowania sekciarskie, że do cyklizmu podchodzą już prawie, jak do religii to zupełnie inna sprawa – nie na tego bloga.

20180722_053648
Kolory z dedykacją dla Damiana.

* Facebook doglovin’

** Wyłączony na kilka dni, bo masuriana się przestraszyła, przywrócony z zablokowaną możliwością komentowania: O tym, jak weekendowy odpoczynek może dać w kość nie tylko psu

Reklamy