Większość stworzeń ma jakieś atuty. Jedni zgrywają się z nich, zanim zacznie się rozgrywka, inni zachowują, by dobrać do dwudziestu jeden, jeszcze inni trzymają w rękawie. Do tej pierwszej grupy zaliczam kilku czworonożnych sąsiadów. Spotykamy się, oni wychodzą z siebie, aby mi zaimponować. Ja im łaskawie pozwalam na wiele, choć od niektórych to większe posiłki jadam. Dlaczego? Bo za każdym razem bawi mnie to tak samo.


Joszko dorósł i wyprowadził się do siebie, dlatego dalsza część opowiastki dostępna jest na joszko.blog.