Joszko jest absolutnie doskonały. Wszyscy to wiemy i nikt tego nie kwestionuje. Nie z powodu braku odwagi, po prostu oczywista prawda nie podlega dyskusji. Słuch też ma doskonale absolutny. Trochę to trwało, zanim rozeznałem się w tym mechanizmie i jego konsekwencjach.

20170831_143112.jpg
Jedzie, jedzie …

Puszki dzielą się. Nie to, że mnożą się przez podział, pączkowanie, fragmentację czy inne rozłogi. Dzielą się na takie, które nadciągają i zazwyczaj od razu uciekają oraz na takie, które wzywają pomocy. Z daleka już słyszę, jak wzywają ratunku, błagają, wywrzaskują swoje prośby o ulżenie im w cierpieniu. Chcę ruszyć im z pomocną łapą, ale durne Dziwadło mnie hamuje. Gada i gada, strofuje mnie nawet. Nic empatii w nim nie ma.

Reguły

Długo nie potrafiłem ustalić reguły decydującej o tym, że Joszko, ignorujący większość samochodów, do niektórych się wyrywa. Czasami czai się już z daleka, czasami skacze znienacka. Jedna teoria zakładała, że przyczyną jest specyficzny dźwięk, który wydają niektóre opony na mokrej nawierzchni, inna, że chodzi o wyjątkowy kształt samego pojazdu. Te dwie najdłużej aspirowały do właściwego wyjaśnienia, ale było też kilka innych. Wszystkie błędne. Myliłem się. Rok zajęło mi wyjaśnienie tego zjawiska.

Joszko, czyli Jego Doskonała Absolutność potrafi nausznie diagnozować niektóre usterki w samochodach. To zapewne dzięki temu, że psy słyszą dźwięki, które są spoza zakresu częstotliwości słyszalnych dla ludzi. Możesz być nieświadomym tego, że czas wymienić tuleje lub sworznie wahacza, że zużył się już stabilizator, że końcówka drążka za chwilę może odmówić współpracy, że już dawno minął czas, kiedy powinieneś wymienić rozrząd, że za chwilę może rozsypać się łożysko w przednim kole, że osłonki przegubów dawno sparciały i niedługo same przeguby pójdą do wymiany. Ty – ignorant – możesz nie mieć o niczym pojęcia, ale Joszko już wie, słyszy, niepokoi się. W końcu jest psem stróżującym, stoi na straży bezpieczeństwa stada, z braku lepszej zwierzyny na straży ludzkiego stada.

20171112_144048.jpg
Poważnie? To do czegoś służy? Jadalne nie jest na pewno.

Czasami przez wiele dni nie trafi się auto, które Joszko chce dopaść. Małe, duże, stare, nowe, w deszczu i na asfalcie suchym na pieprz, na żwirówce i drodze polnej. Nie mam zielonego pojęcia, co go w tych konkretnych samochodach pobudza. Z diagnostyką wszystko zmyśliłem. Joszko – podobnie, jak ja – nie odróżniłby wałka rozrządu od wałka do ciasta. Powoli przestaję się nad tym głowić, bo to boli, kiedy z myślenia nie ma żadnego efektu. Wiem, żem durny, ale żeby aż tak?

 

Reklamy