Niech Ci się nie zdaje, że świat jest taki, jak Ci się zdaje. Ten sam świat widzisz na różne sposoby, zależnie od tego, którą nogą wstałeś. Wiem to bardzo dobrze, bo, w przeciwieństwie do was Dziwadeł, mam aż cztery nogi. I nie jest to moja jedyna przewaga.

Z „Wielkiej Księgi Joszka Myśli Głębi”

Łaska pieska

20171012_225836
Patrzę z góry…

Choć nie na wszystko patrzę z góry – i w przenośni i dosłownie – to góruję nad światem ewidentnie. Mnie, w przeciwieństwie do Spidermana nikt nie musiał mówić, że z wielką siłą wiąże się wielka odpowiedzialność. Wymyśliłem to sam. Z powodu tej świadomości toleruję niektóre zachowania Dziwadeł, a nawet niektórych dziwadeł. Czasem jednak postawić trzeba gdzieś granicę, mur jakiś, murek choćby, płotek maluci.

O problemach ze wsiadaniem do auta, czyli puszkowaniem1, pisałem już kilkukrotnie, więc teraz tylko summa conludae, że na taką twórczą pseudołacinę się odważę. A Joszko potrafi. Potrafi prawie sam. Z niewielką pomocą przyjaciół. Mnie znaczy się, bo zakładam, że przyjaźnią moją Joszko nie wzgardza.

Niedawno, bez zbędnych zwykłych nam zabiegów, krążenia, namawiania, podstępów, zachęt i przynęt, osiodłany2, lekko tylko pchnięty w stronę widocznej w otwartych drzwiach auta masuriany wskoczył Joszko chwatko do puszki. Mocno nas tym zaskoczył i ucieszył. Manewr powtórzony jeszcze kilka razy utwierdził nas w przekonaniu, że nie była to wyjątkowa psia fanaberia, a reguła.

Waga cierpliwości i miara wyrozumiałości

Przyniosło skądś tę platformę, czyli znowu będzie mnie ciągało. I to jest właśnie taki czas, kiedy muszę zebrać całą swą wielką wyrozumiałość, aby znieść dziwadłowe pomysły. A że Dziwadła takich pomysłów mają dużo, to i wyrozumiałość w strzępach po całym mnie, całkiem sporym przecie, porozrzucana jest mocno. Kupa zbierania. Czasu na to odrobinę trzeba i czas ten zdobywam, ostrzegając Dziwadło mimicznie i werbalnie cichutko. Ostrzegam, bo powstrzymać się trudno.

Nawiedził nas dobrze wychowany gość. Po właściwej porcji zachwytów gość ów spytał o wagę Joszka. Pytanie uświadomiło mi, że dawno już pieska nie ważyliśmy. Dlaczego by więc nie teraz? Poszedłem więc po wagę łazienkową. Jako że gabaryty wagi nie pozwalają na umiejscowienie na niej gabarytów Joszka, to ważenie polega na zważeniu pieska na moich rękach i odjęciu później tych kilku kilogramów przynależnych mnie. Tak, ciągle razem mieścimy się w skali.

zestaw-zebow
Choć mam piękny zestaw zębów…

Choć mam piękny zestaw zębów, to przecież nie ugryzę własnego Dziwadła. Może trochę kusi, łatwo by było. Nie wypada jednak. Karmi toto czasami, bawi się, towarzystwa dotrzymuje. Co mi pozostaje? Podrażnię się z nim trochę, uniosę wargi, pochwalę się kłami, okrajakami, średnikami, cęgami, łamaczami. Dodam do tego odpowiednią oprawę dźwiękową. Może to kiedyś zadziała? Warto rozma… próbować.

Źródła

daleko-najdalej
Dalej się nie da.

Joszko wycofał się na kanapę pod oknem. Najdalej, jak się dało. Zabieram się do podnoszenia, kiedy słyszę ciche burczenie. Odchyliłem się – fafle mu drgają. Szczerzy się trochę i powarkuje. I wtedy coś zaświtało. Wiedzieliśmy, że nie lubi być brany na ręce, ale nie wiązaliśmy tego zbytnio ze wsiadaniem do auta. A teraz bingo! OK. Zważyć go jednak i tak mam zamiar, a innego sposobu nie znam. Lubi nie lubi, na rączki proszę…

20171003_151254
Musimy poważnie porozmawiać…

– Zostaw, zaraz będzie szczepienie, to go u weterynarza zważymy – podpowiada masuriana. I oczywiście jak zwykle ma rację. Jakżeby inaczej.


Na przykład w „Jak zapuszkować psa” i Puszkowania psa ciąg dalszy, czyli Joszko movie #14

2 Siodło to joszkowe szelki, uprząż taka, czeka na własny wpis, p.t.: „O tym jak masuriana szelki wybierała”.

Reklamy