Półtorej minuty, II stopnień mocy mikrofalówki, pełna szklanka mleka, solidna garść płatków kukurydzianych. Błyskawicznych chyba. Przepis na udane śniadanie tornjaka. Zdrowe i pożywne – takie slogany propagandowe docierały do mnie w dzieciństwie. A może to tylko chodziło o samo mleko? Pij mleko! I raczej dotyczyło jakichś innych płatków. I używaliśmy wtedy surowego mleka. Współczesne, pasteryzowane to ponoć właściwie wyrób mlekopodobny.

Symbol minionych czasów: prawdziwe mleko i wyrób czekoladopodobny. A dziś prawdziwa czekolada i mleko, którego nie da się zsiąść. A to takie piękne wspomnienie. Mleko zamieniające się w specyficzną galaretkę na słonecznym parapecie. Gładkie, jednorodne, rozpływające się w ustach. Coś zupełnie innego, niźli współczesne „zsiadłe mleko”, wyglądające raczej na jakieś skisłą mleczną breję w plastikowym kubeczku. Sentymenty postpeerelowskie takie.

Temperatura mleka jest ważna, bo Joszko, kiedy któregoś dnia ostatnich upałów dostał płatki zalane zimnym mlekiem, to tak mnie wzrokiem zmroził, że pełen skruchy sam chciałem je zjeść. Ale nie ja je przygotowałem, więc bałem się tknąć. Już imaginowałem sobie to słodkie: „psu płatki wyjadasz?”. Zszedłem więc mu tylko z oczu i schowałem w piwnicy.

20170712_092401

Zimne mleko

Co to miało być? Zimne mleko? Skoro już zimne, to gdzie jajka, gdzie cukier? Każdy wie, że tak to należy podawać. Garkotłuki, nie kucharze. Gdyby nie te upały, to wziąłbym was na dłuższy spacer, tam, gdzie wiem, że mleko podaje się we właściwej postaci. Jadłem, smakowało, tylko mało było. Zawsze jest mało. Dwa egoistyczne Dziwadła. Półtora, bo to gładkie czasami wykaże się właściwą postawą i jest się w czym rozsmakować.

O gustach się nie dyskutuje

20170712_092425

A teraz daj się przytulić do kafelków na podłodze, bo ja się pocę kulturalnie, elegancko, arystokratycznie, przez pysk. Nie tak, jak ty, całym sobą, obciekając i kapiąc wszędzie. Choć nie zaprzeczę, że ta słoność nie jest tak zupełnie niesmaczna. Gusta mam wyrafinowane i różnorodne. Oczywiście nie przesadzam z tą różnorodnością – już nie jadam wszystkiego. Do kulinarnego buntu też trzeba dorosnąć i ja to uczyniłem.

20170804_130339
Próbowałem toto – niejadalne, eufemistycznie to ujmując.

Lody

Joszko upały znosi całkiem nieźle. Kawał pyska, ma czym się wietrzyć. W domu jest chłodno i układa się w tych samych miejscach, jak w czasie chłodniejszych dni. Jedynie czasami uruchamia taki kilkunastosekundowy głośny sprint oddechowy. Taki krótki psi rebirthing, który już przestał nas niepokoić.

20170713_193242

Lody Joszko lubi, jak chyba każdy pies, ale dostaje raczej w niewielkich ilościach (śladowych, jeśli chodzi o mnie) do wylizania po tym, jak my zjemy. Raz bądź dwa razy miał okazję zasmakować lodów w wyjściowej postaci, z wafelka. Nie wzgardził. A dorósł już do tego, że nie wsysa, co mu się pod nos zaplącze. Potrafi odmówić, nie to, co ja.

Reklamy