Z przyjemnością wypełniam swój obowiązek porannego obchodu rejonu. Nawet wtedy, kiedy jest spokojnie. Stałość w otoczeniu daje mi poczucie dobrze spełnionego obowiązku. Wszystko już zobaczyłem, zapamiętałem. Złu całemu zapobiegłem.

Sposób na szczęście

Wszystko jest na swoim miejscu. Nawet to dziwadło kręcące się zawsze od świtu w ogródku za rowem. Idealnie powtarzalne – bardzo mądre to dziwadło. Prowadzę moje spacerowe Dziwadło przez kolejne rewiry*, wzrokowo i węchowo kontroluję, a gardłowo zaprowadzam porządek, kiedy trzeba. Tak wygląda szczęście stróżującego psa pasterskiego.

20170721_061958

Widzę kątem oka, jak znad dachu sąsiedniego domu cichutko wysuwa się balon. Czekam, aż zauważy go Joszko, chwilowo zaabsorbowany zapachami na skrzynce elektrycznej – jednym z lokalnych punktów wymiany psich plotek. Po kilku sekundach baloniarze włączyli palnik do podgrzewania powietrza i ten dźwięk przyciągnął uwagę psa. Zamarł z zadartą głową. Mimowolnie zaczął się cofać. Pół kroczku, kolejne pół po delikatnym łuku, jakby chciał zajść balon z boku.

W pysku zaczynają mu się pojawiać nieśmiałe pączki szczeknięć. Rozkwitają w burknięcia i pufnięcia, by po chwili wybuchnąć wspaniałym basem. Już z pięć po szóstej – sąsiedzi moi wspaniali – czas wstawać.

Rrrraaghhhrr! Wrrragghharrg! Co to jest?! Wielkie, nad nami, i szura, i pufa, i charczy, i syczy.

20170721_062546

Zbiorowy gwałt na spokoju ducha tornjaka

Uskoczył metr i z ekscytacji aż przestępuje z nogi na nogę. Podchodzę i głaszczę go po boku, żeby pochwalić za czujność, uspokoić, wesprzeć swoją obecnością w tej nierównej walce z powietrzną armadą. Armadą, bo za tym pierwszym widać i słychać kolejne. Zapomniałem, że od dziś, jak co roku, zaczynają się Mazurskie Zawody Balonowe**.

Jeszcze się dobrze nie zaczął, a już się skończył normalny spacer. Pobudzony Joszko, z musu podnosi nogę to tu, to tam, ale nasłuchuje i wciąż zerka na niebo. Szczeka, kiedy włączają palniki. Jakbym widział Pawlaka mówiącego: „A ten co po moim niebie lata?”.

Toto nie jest samo. Cała wataha na nas napada! Nie wiadomo, jak to dopaść. Za wielkie, za wysoko i nie wiadomo, co to, więc ostrożność zachować trzeba. Niech się nie zbliża. Niech ucieka. Wynocha z mego nieba. Co nieco już widziałem, ale tak bezczelnego wtargnięcia na czyjś rewir to jeszcze nie. E tam, „na czyjś”… Na mój! Wynocha!

Kolejne balony są coraz wyżej. Wieje, pewnie zmieniają się prądy powietrzne. Majestatycznie odlatują na zachód, a ostatnie pojawiające się nad jeziorem są słabo widoczne na tle pełnego porannego słońca. Joszko się powoli rozluźnia.

Wynoszą się. Odgoniłem. Wcale nie były takie odważne, jakby się zdawało, napompowane tylko. Sprytnie, ale mnie nie łatwo przechytrzyć. No, dziwadła z mego rewiru, jesteście bezpieczne, znowu was uratowałem przed złem.


* Opis rewirów znajdziecie we wpisie: „Zaklęte rewiry”.
** Program tutaj: http://mosir.elk.pl/imprezy/ix-mazurskie-zawody-balonowe/

Reklamy