Prawie niezauważalnie, po parę minut Joszko przesuwa godzinę naszego porannego spaceru. Wstecz. Aby wyjść wcześniej, muszę wstać wcześniej. Coraz wcześniej. Jeszcze wcześniej. Minuta za minutą, każdego kolejnego dnia jestem budzony wcześniej. Wcześniej znaczy lepiej. Dla Joszka. A ja śpię coraz krócej i choć generalnie nie mam problemów ze wstawaniem, to przecież jest jakaś granica. Krótko mówiąc – lenię się wstawać dzień w dzień o piątej.

20170521_141721

Niedziela pierwsza

Kiedy się jednak po paru sekundach otrząsnę z niechęci do unoszenia powiek, to spacer o świcie daje mi wiele przyjemności. Jest pusto. Poza świergolącymi ptakami nie widać żywej duszy. A to sprawia, że Joszka nie pobudzają żadne bodźce i idzie spokojniej. A jak on idzie spokojniej, to ja mogę się zrelaksować i cieszyć porankiem. Nawet przejeżdżający od czasu do czasu samochód nie wybija nas z rytmu. Co jakiś czas pochwalę psa za właściwą postawę. Socjalną postawę. On się czasami zatrzyma na dłużej, żeby poprzyglądać drozdom żerującym w trawie. Idylla.

Kiedy lenistwa się nakładają

Tyle tylko, że Joszko powinien jak najwięcej, najczęściej przebywać wśród ludzi, zwierząt i innych potworów. Uczyć się, oswajać, chłonąć i przywykać. Ja z lenistwa cieszę się spokojem, pustką poranka. Kiedy lenistwa się nakładają, to można z tego wyciągnąć różne egoistyczne korzyści, ale obiektywnie patrząc, to nie jest dobrze. Ranne wstawanie jest bardzo, ale to bardzo złe. Nie wierzycie? Spytajcie masuriany.

IMAG6353

Niedziela druga

Tak jest doskonale. Nic mnie nie rozprasza, wszystko mogę sobie poukładać, zapamiętać. Zatrzymuję obrazy, dźwięki, tworzę mapę zapachów. Będzie, jak znalazł następnym razem. To buduje moją pewność siebie i daje radość, bo wiem, że będę mógł trafnie, skutecznie i szybko ostrzec o niebezpieczeństwie. Potencjalnym. Bo nigdy nie wiadomo, co się kryje za piękną fasadą czegoś nowego. Ostrożnym być trzeba. Dziś Dziwadło nigdzie mnie nie pogania, nie gada prawie, nie przeszkadza. Szkoda, że nie potrafi tak zawsze.

Pałac pamięci

Wchodzimy w uliczkę, w którą zaglądamy rzadko. Joszko zatrzymuje się częściej, dłużej patrzy w jedną stronę, wącha dokładniej. Buduje nową salę w swoim pałacu pamięci. Obserwuję go i coraz lepiej rozumiem Sherlocka Holmesa*. Joszko zapamiętuje każdy detal krajobrazu, najdelikatniejszy zapach i wszystko to powiązuje właściwą ścieżką dźwiękową. Komplet. Dzięki temu jest w stanie następnym razem wyłapać każdą zmianę, dostrzec nowy listek na brzozie, kolejne źdźbło trawy, niedopałek, którego tu przecież jeszcze miesiąc temu nie było i wiele innych rzeczy, których ja nie jestem w stanie zobaczyć nawet wtedy, kiedy się niemal o nie potykam. Joszko potrafi znienacka uskoczyć, burknąć, szczeknąć, spiąć się. Rozglądam się wtedy, wypatruję tego czegoś, co psa zaniepokoiło i… nic. Nie widzę zła, nie słyszę zła. Czuję się wtedy taki ułomny, pozbawiony narzędzi do poznawania świata. Całe szczęście, że jest Joszko.


* z serialu o nic nie mówiącym tytule Sherlock

Reklamy