Joszko często przynosi coś ze spaceru. Trofeum jakieś. Zazwyczaj patyk. Już w bramce mówię mu:

– Pamiętasz, że nie możesz wziąć patyczka do domu?

IMAG5497Chyba mnie nie słucha. Ale pamięta. Pod drzwiami odprawiamy rytuał. Bez pospiechu chwytam to, co przyniósł. Mówię:

– Daj.

I czekam. Joszko powoli luzuje chwyt i wypuszcza zdobycz.

– Dobry pies, dobry – chwalę go i odkładam rzecz na ziemię obok psa. Otwieram drzwi i wchodzimy do środka bez śmieci. Rutyna.

Aż któregoś dnia wracający bez żadnej zdobyczy ze spaceru Joszko chwycił w pysk pozostawiony poprzedniego dnia pod drzwiami patyk.

– Z tym do domu nie wejdziesz – mówię i wyciągam rękę po patyk. Joszko szarpnął gwałtownie w bok głową tak, bym nie mógł dotknąć patyka. Z drugiej strony to samo. Chyba nawet warknął. Ciekawostka. Tak nie będziemy się bawić. Kucam obok.

– Znasz zasady, do domu nie wnosisz śmieci ze spaceru. – Stoi niewzruszony zerkając z ukosa na moje ręce. Wyciągam dłoń – znowu machnął głową.

Ringo

Biorę leżącą obok jego zabawkę – ringo. Może skuszę go perspektywą zabawy. O naiwności! Jakby nie istniało nic poza skarbem w pysku. Wszystko trwa już kilka minut. Zakładam ringo na patyk. Joszko udaje, że nic się nie zmieniło. Głaz niewzruszony.

– Jeśli nie oddasz patyka, to zrobię ci fotkę i opublikuję w internecie. Zrobię z ciebie pośmiewisko.

Słucha. Przekrzywia głowę, patrzy na mnie. To postęp. Robię fotki, żeby uwiarygodnić swoją groźbę. Widzę, jak podejmuje decyzje. Zdejmuję ringo i chwytam patyk.

– Daj.

Stoimy. Czekamy. Ależ ja jestem cierpliwy. To pewnie dlatego, że wieczór ciepły.

– Dobra, liczę do pięciu… – i nie zdążyłem zacząć, znudził się chyba.

Reklamy