Joszkowe wchodzenie na łóżko i inne meble przeznaczone dla ludzi to ciągle drażliwa sprawa, zupełnie nieuregulowana. Brak regulacji to protest przeciwko przesadnym regulacjom unijnym i dobrej zmianie jednocześnie. Masuriana podśmiewa się ze mnie, a ja szukam oryginalnych rozwiązań i robię jaja z Joszka, a zdezorientowany pies jest pewnie już psychicznie skrzywiony na resztę życia. Będzie miał co terapeucie opowiadać.

Curiosity Killed the Cat

IMAG5690
Leżę sobie, co mam nie leżeć. Zwierzydła ciągle leżą…

Leżę sobie przy jednym Dziwadle, ale – czujnym będąc – zauważam, że korytarzem przemyka drugie Dziwadło. Nie przemyka, idzie, nie, nie idzie, przesuwa się, pokrzywione jakieś. Muszę zobaczyć. Muszę, może chce toto się bawić?! A może coś się stało!? Pędzę, już pędzę.

Słyszę, że w pośpiechu gramoli się z łóżka i biegnie do mnie. Oby ciekawość go kiedyś nie zgubiła. Jak naszego kota, pięknego Cześka w typie kota norweskiego. Tak go zgubiła, że nie byliśmy w stanie go całkiem znaleźć. Oby nowi ludzie byli dla niego wyrozumiali. On wymaga wyrozumiałości. Dawno temu Czesiek wyszedł i nie wrócił, a dziś Joszka zaintrygował mój odmienny od codziennego sposób poruszania.

Jedna z moich metod na sprowadzenie Joszka z mebla na podłogę to zdecydowane:
-Ej! Zejdź! – patrzę groźnie, opuszczam brwi, tak, żeby siwe, te dłuższe, sterczące, były skierowane prosto w psa. I to go zapewne najbardziej przeraża – może spojrzenie, może brwi, w każdym razie wyzwanie rzucone tak bezpośrednio. To zupełnie tak, jakbym podszedł na wprost od przodu środkiem bezpośrednio zamiast obejść łukiem i powąchać go pod ogonem. Rękawica rzucona, czuć już wilgoć Rubikonu. I wtedy schodzi. Czasem natychmiast, czasem po kilku sekundach i z ociąganiem, ale zawsze schodzi. Nie muszę się z nim już przepychać, jak wtedy, kiedy był jeszcze puszysty. A kiedy zejdzie, to rozpogadzam się, cieszę się, głaszczę go i drapię tak, jak lubi.

Wolę jednak być pogodny cały czas, od dawna nie zależy mi na tym, aby jakakolwiek istota traktowała mnie zbyt poważnie. Strach niefajny jest, a życie tylko bywa poważne. Wtedy, kiedy mu na to pozwolimy. Dlatego szukam innych sposobów. Dziś mignąłem mu w otworze drzwiowym ruchem samuraja z japońskich filmów z lat sześćdziesiątych. Na ugiętych w kolanach nogach, z wyprostowanym torsem, rękami na udach, bo miecza nie mam, a po tasak nie będę specjalnie chodził, przesunąłem się płynnie z korytarza do kuchni. Wystarczyło. Zaintrygowany Joszko nie oparł się. Zmodernizowana metoda skuteczna od pierwszych spacerów. Pobudzić ciekawość i bęc – mamy go! I chwalimy, drapiemy, głaszczemy albo głaskamy – co kto woli – to najważniejsze.

Po grzbiecie jeszcze, po grzbiecie. Dobra, czekaj, przyniosę jakąś zabawkę… Spodziewałem się czegoś więcej, ale skoro tak przyjemnie drapiesz, to nie będę małostkowy i ci odpuszczę. Psy, w odróżnieniu od dziwadeł nie są małostkowe i mściwe.

IMAG5638
No co? Kazała mi.
Reklamy