Chodzę sobie po łące. Spaceruję. Jestem. Sprawdzam. Węszę. Szukam. Sam nie wiem czego. Jak to ja. Po drodze widziałem jednego sąsiedzkiego teriera, z którym kiedyś w dzieciństwie się bawiłem. Nie pamiętam, jak się nazywa. Skręcił gdzieś, więc jestem sam. Z Dziwadłami tylko.

Niespodzianka

ida-ida2
Idą, idą!

Tosia i Skiper! Yes, yes, yes! Wykonałbym gest Marcinkiewicza, ale łapy nie zginają mi się tak śmiesznie w górę, jak jemu. Będzie po mojemu. Tu jestem! Biegnę!

Kolejny etap upiesawiania Joszka. Słowo uczłowieczanie uwłaczałoby godności psa, stad ten słowotwórczy zabieg. Im więcej spotkań z innymi psami, tym lepsze, bardziej naturalne zachowania psa w dorosłym życiu. Oczywiście psy muszą być odpowiednio upiesowione wcześniej. I od tego jest Ela* – dziwadło Tosi i Skipera. Ostatnio Joszko umęczył Skipera, więc tym razem nauczycieli psiego savoir-vivre’u jest podwójna dawka. I to działa. Uwaga jest rozproszona i wszystko idzie gładziej. Do czasu, aż na łące pojawia się sąsiad z małą dziewczynką – wnuczką chyba – i z psem, terierem. To pies pracujący, jeżdżący z panem na polowania, więc chyba ułożony. Poza tym mamy przewagę liczebną.

ze-skiperem
To Skiper, nie terier

Biegnie do nas! Super! Im nas więcej, tym weselej.

Pies dotarł do nas. Wszystkie czworonogi przywitały się spokojnie, podreptały dookoła, obwąchały się. Żadnej agresji, żadnej nerwówki. Właściciel woła psa od momentu, kiedy ten zaczął biec w naszą stronę, ale bez widocznego efektu. Psy się zapoznały i terier zawrócił do swoich ludzi. Za szybko, Joszko jeszcze nie skończył zapoznawania i pobiegł za nim.

Czekaj, zostań z nami. Czekaj, idę z tobą. O, dziwadło z poczwarką. Daj powąchać. Co jest?! Co robisz?! Ejże!

Wielki Nauczyciel

Sąsiad przestraszył się chyba trochę Joszka i nerwowo zasłaniał dziecko, kręcił w kółko, odciągał, przesuwał dziewczynkę za siebie. Ta nerwowość, zdaje się, udzieliła jego psu i tenże skoczył z zębami do Joszka. Rzecz działa się kilkadziesiąt metrów od nas. Nie spieszyłem się z interwencją, bo zakładałem, że myśliwy będzie miał więcej zimnej krwi i poradzi sobie z własnym psem i cudzym, choć nieco znajomym szczeniaczkiem. W końcu zacząłem biec. W tym czasie Joszko przyziemił trochę mniejszego od siebie psa (prawie wszystkie są mniejsze) i rozkraczony, z uniesioną głową stał spokojnie nad nim. Terier się poddał. Atmosfera troszkę napięta, ale opanowana. Spokojnie zachęcam Joszka do odejścia a sąsiad, ciągle poddenerwowany czai się, żeby swego psa wyciągnąć spod Joszka za tylne nogi. Metody…

– Niech pan zostawi, to tylko sprowokuje agresję – powstrzymuję człowieka. Na szczęście skutecznie. Rozchodzimy się bez konsekwencji, złości i pretensji. Cywilizowani ludzie. Trochę to jego zdenerwowanie zrozumiałe, pies duży, a pod opieką małe dziecko. Szkoda jednak, że to właśnie takie zachowanie mogło być przyczyną całego zajścia. Dla Joszka jednak to była dobra lekcja.

tak-trenowalem2
Tak trenowałem…

Nie wiem, o co mu chodziło, ale tak nie wolno. Wyjaśniłem mu to fizycznie, bo na werbalne tłumaczenie nie było czasu i warunków. Kiedy zrozumiał i przestał się rzucać, mogłem – mając go pod kontrolą między nogami – odpuścić. Ja też potrafię kogoś czegoś nauczyć, nie tylko inni mnie. Świecie, gotuj się, oto nachodzi Joszko – Wielki Nauczyciel. Howgh!

wielki-nauczyciel
Joszko Oświecony

* Ela, Tosia i Skiper z Kudłatej Chaty: https://www.facebook.com/kudlatachata/

Reklamy