Powiadam wam. Nie oczekujcie niczego od świata. Bo niby dlaczego świat miałby wam coś przynosić, dawać, w ogóle zajmować się wami w jakiś szczególny sposób? To wy dawajcie światu siebie, kreujcie go. A wtedy świat odwdzięczy się wam tym samym.

Z „Wielkiej Księgi Joszka Myśli Głębi”

Wyrozumiałość

Kilka razy dziennie wychodzimy z domu. Dziwadło, albo Dziwadło, albo oba Dziwadła i ja. Nie potrafię rozstrzygnąć, czy to po to, aby się mną pochwalić, czy po to, aby dać sąsiadom odrobinę przyjemności z patrzenia na mnie. Z dystansu, ale to nie szkodzi, samo obcowanie ze mną to zwiastun szczęścia. Dziwadła jako gatunek tak lubią. Wiem, że potrafią wiele poświęcić, aby z kilkudziesięciu czy kilkuset nawet metrów popatrzeć na inne dziwadło. Królową jakąś, Micka Jaggera, Zenka Martyniuka, Cesarza Franciszka. Zrozumiałe więc jest, że chcą także mnie. Niektórych mój majestat onieśmiela i omijają mnie szerokim łukiem, a niektórzy nie mogą się oprzeć i pytają, czy mogą mnie dotknąć. Rozumiem to. Jam jest Joszko. Ten Joszko.

Surpriza

Kiedy tak idziemy ulicą, a ja rozdaję na lewo i prawo łaskawe spojrzenia, czasami na końcu trafi się niespodzianka. Ostatnio na pustej prawie zawsze łące czekało na mnie to super dziwadło z pysznymi smakołykami i tym razem z kimś wartym większej uwagi niż dziwadła. Jak się okazało ze Skiperem.

IMAG5829
Bo Skiper i ja…

Tym razem Ela* przyjechała na spacer ze Skiperem, którego Joszko jeszcze nie znał. Cierpliwszy i żwawszy od Tosi był dla Joszka nowym doświadczeniem. Socjalizacja przez zabawę.

Szybko się poznaliśmy i zaczęliśmy śmiało szaleć. Co mam na myśli? Biegi, skoki, uniki, przypadanie do ziemi, przepychanki, szczypanie, pacanie w błocie. Mój żywioł! Przestrzeń, trawa, Skiper i ja. Swoboda i niestety dziwadła gdzieś z boku. Nie przeszkadzałyby mi wcale, gdyby nie wołały, bo wtedy Skiper przerywał zabawę i leciał do swojego Dziwadła. Skoro on, to i ja, widać tak trzeba.

Chwila przerwy i wracamy do zabawy. On i ja. A raczej ja i on, bo to ja nadawałem tempo i ton zabawie. No tak, ton był kompromisem, bo Skiperowi nie wszystko pasowało i protestował. A jak taki gość protestuje, to wypada się dostosować.

Strata, zysk, strata, jak to w życiu

Niestety coraz więcej mu nie pasowało i choć ja szukałem sposobu na pobudzenie go do zabawy, to był coraz bardziej zirytowany. No chyba wkurzył się! Jak to, na mnie? W efekcie dziwadło przyczepiło się do niego smyczą i już nie było tak świetnie.

Joszko bywa, a właściwie jest prawie cały czas, mocno natarczywy. Młodziak z olbrzymimi zasobami energii wydobywanymi z szybów ekscytacji nie dawał się nawet odrobinę wyhamować. Skiper go strofował, ale efekt był marny, więc coraz bardziej się irytował. W końcu, aby nie doszło do jakiejś scysji, Ela go odwołała i wzięła na smycz.

Znalazłem za to kawał kości w trawie! Bez mięsa, więc dałem się skusić na smakołyki w trawie i wtedy szorstkie Dziwadło przechwyciło kość i gdzieś z nią zaczęło iść. Próbowałem ją odzyskać. Szedłem grzecznie przy nodze, raz z jednej, raz z drugiej, potajemnie szykując blitzkrieg na kość w dłoni Dziwadła. Nie udało się, Dziwadło sprytnie przekładało kość z jednej ręki do drugiej. Zbyt szybko, bym zdążył ją przechwycić. Skończyło się fatalnie. Dziwadło wlazło na drzewo i tam wysoko zostawiło moja kość. A ja? No cóż, przecież nie jestem jakąś małpą, żeby po drzewach łazić, trzeba mieć swoją dumę. Przeboleję tę stratę. Może tak kość wcale nie była taka fajna? Skiper się zupełnie nią nie interesował…

Ta kość, choć prosta, wraca na łąkę, jak bumerang. Już raz ją na drzewo zamocowałem. Komuś to jednak przeszkadzało i wróciła na ziemię. Może to krukowate? Zobaczymy, teraz ją umieściłem znacznie wyżej.


* Mowa oczywiście o Eli z Kudłatej Chaty: https://www.facebook.com/kudlatachata/

Reklamy