To proste. Otwiera się drzwi samochodu, sprawdzając, czy pies się jeszcze nie udusił na drugim końcu smyczy. Bierze się te powleczone futrem czterdzieści jeden kilogramów na ręce i wkłada do środka. Zrobione. Misja zakończona.

Wersja dla pacyfistów

Należy otworzyć drzwi auta i pozwolić psu uznać pojazd za niegroźny. A nawet atrakcyjny. Przecież w samochodzie na siedzeniu często leżą smakołyki.

W puszce często leżą smakołyki. Z tyłu, w głębi, ale leżą.

IMAG5711
Leżą smakołyki, leżą. Na mnie czekają.

Bajsykel, bajsykel!

Dwa dziwadła i ja – moja ulubiona forma spaceru. Gładkie Dziwadło mnie przekupuje smakołykami, żebym robił lub nie robił, co ono chce, a to drugie, szorstkie Dziwadło mam do zabawy. Oczywistym jest więc, że uwagę należy skupiać na tym pierwszym Dziwadle – ważniejsze jest. Żarciem zarządza. I dlatego zignorowałem to, że szorstkie Dziwadło nie jest samo. Miało ze sobą coś, co jest martwe – sprawdziłem, i ciche – chyba niegroźne.

I pomyliłem się. To coś przyczepiło się Dziwadłu do brzucha – żeby nie powiedzieć: do tyłka – i chciało go gdzieś zabrać. Zaczęło uciekać, więc pobiegłem za nimi, hałasując srogo. Musiało się przestraszyć, bo zwolniło, zawróciło, zaczęło się kręcić w kółko, w końcu zatrzymało.

Joszko ostatnio zaczął mocniej reagować na rowerzystów, więc aby go oswoić z tym przerażającym cudem techniki, urządziliśmy spacer połączony z przejażdżką na rowerze. Masuriana szła, a ja jeździłem. Właściwy podział zadań.

Pierwsza reakcja Joszka mocno emocjonalna. Pobiegł za mną i nie mógł się zdecydować, czy powinien mnie łapać, czy tylko szczekać. Po minucie zorientował się, że nic złego się nie dzieje, obwąchał rower i spacer stał się spacerem. Nadal zerkał nieco podejrzliwie i był spięty, ale nie trzeba było reagować. Łatwo poszło. Później zacząłem odjeżdżać trochę dalej i to się Joszku nie spodobało.

Toto się budzi od czasu do czasu i chce zabrać Dziwadło! Jak mam pilnować obu Dziwadeł, kiedy są w różnych miejscach? Nie da się! Wracaj natychmiast! Gdzie pędzisz?

IMAG5771.jpg

Joszko pilnuje, żebym nie odjechał za daleko. Zabiega mi drogę, okrąża, czasami poszczekuje. Ewidentnie chce mnie zagonić do stada. Tylko, że on jest psem stróżującym, a nie zaganiającym stado. Teoria teorią, ale Joszko uspokaja się, kiedy zawracam do masuriany. Gdy oddalam się – zaczyna taniec wokół mnie, wracam, spokojnie biegnie przed, obok, za mną, jak wygodniej.

Pierwsze testy i oswajanie z rowerem za nami. Było nieźle, ale to ja byłem na rowerze, z obcymi może być inaczej.

Wyje, to może zdycha?

Dziwadło kręci się przy puszce, ale nie wygląda mi to na wsiadanie. To drugie Dziwadło nie może się uwolnić od tego czegoś, co się przyczepiło do niego. I nagle puszka zaczyna wyć! Wcale się nie boję, słyszę strach w tym wyciu. Może zdycha i już nie będzie się ruszać i burczeć?

Kłopoty z zamkiem sprawiły, że włączył się alarm w aucie. Wspaniały początek przyzwyczajania psa do samochodu. Zaskakujące trochę, ale na Joszku nie zrobiło to wrażenia. Za dużo innych niepokojących zjawisk dokoła? Przesilenie emocjonalne? Zmęczenie po spacerze? Nie wiem, a pies nie chce się przyznać.

Od czasu do czasu robię rowerem bardzo spokojne kółko dookoła samochodu, a masuriana wabi Joszka do wnętrza kiełbasą i kupioną po drodze bułką. Kopia wczorajszych treningów z Elą. Po paru minutach odstawiam rower, niech ma pies chwilę spokoju i skupi na smakołykach.

Skupił się skutecznie – szybko skończyła się kiełbasa. Bułeczka jest jednak świeża i wystarczająco kusząca. W końcu Joszko stawia obie łapy na siedzeniu, żeby sięgnąć smakołyka. Smakołyk – kawałek zwyczajnej bułki… A zaskakująco skuteczny.

Reklamy