To proste. Otwiera się drzwi samochodu, sprawdzając, czy pies się jeszcze nie udusił na drugim końcu smyczy. Bierze się te powleczone futrem czterdzieści jeden kilogramów na ręce i wkłada do środka. Zrobione. Misja zakończona.


Joszko dorósł i wyprowadził się do siebie, dlatego dalsza część opowiastki dostępna jest na joszko.blog.