Są takie momenty w życiu porządnego psa, kiedy musi iść na ustępstwa. Co nie znaczy, że musi na nie iść w podskokach. Ja swoje niezadowolenie okazuję, właściwym mi subtelnym cofnięciem fafli i dwoma krokami w tył lub w bok. Niech wią! Jak swojsko mawia Bałtroczyk.

Podróż za jeden uśmiech i kilka litrów śliny

Trwało i trwało. Rzucało mną na wszystkie strony. Trudno utrzymać równowagę, nie wiadomo, którą stroną lepiej się oprzeć. A ja nie mam takiego wielkiego tyłka, jak Dziwadła, więc nie mogę spokojnie się rozsiąść, jak one.

glowna.jpg

Zaplanowana na jakieś 6 godzin jazda to dla Joszka pierwsza od głębokiego szczenięctwa tak długa podróż. Wchodzenie do auta to cały czas duży problem, nie widać postępów niestety. W jego przypadku „wchodzenie” to eufemizm. Nadal muszę go na siedzenie wkładać. Na jednym z postojów niechęć zaowocowała drżeniem nóg.

Sama podróż poszła już lepiej. Ślinienie nadal dość obfite i z tego powodu, że Joszko często trzyma pysk między siedzeniami, trzeba będzie kupić jakiś pojemnik, w który będzie kapał. Inaczej nam przestrzeń między fotelami zawilgotnieje. Kręcił się, kładł, wstawał, obracał, każde zatrzymanie na światłach, mocne wyhamowanie przy budowach i remontach dróg – a Polska budową stoi – to powód do niepokoju.

Idzie jakieś dziwadło straszne w naszą stronę. Niech się nie zbliża, jest i tak wystarczająco nieprzyjemnie. Wrrgh! Wrghhh!

W Olsztynie, mocno w remoncie, mimo że tramwaje już ponoć jeżdżą, Joszko obszczekał jakiegoś robotnika w pobliżu. Człowiek miał kask na głowie, żółtą odblaskową kamizelkę i zbliżał się. Ucieszyło nas to – może zaczyna się czuć w samochodzie jak u siebie?

Aleją gwiazd

W końcu znużyły mnie te zmiany pozycji. Mniej bujało, burczało usypiająco i kiedy Dziwadła nie gadały, to mogłem na płytką drzemkę sobie pozwolić.

Joszko wyciszył się trochę na kilkudziesięciokilometrowym odcinku drogi szybkiego ruchu. Położył się wreszcie i zamknął oczy. Może nie „zamknął”, a zamykał. Układał się w różnych trochę dziwacznych pozycjach i podsypiał chyba nawet. Prawdziwa podróż – trasa. Musiałem uważać głównie na to, aby mi ktoś z Trójmiasta w tył nie wjechał. A wydawało mi się, że to w Warszawie i Krakowie szybko jeżdżą. Pędzę zgodnie ze znakami sto, sto dwadzieścia, a i tak nawet wywrotki nas wyprzedzają. O co chodzi?

McDonald’s

W końcu. Na nogach, na otwartej przestrzeni. Nie u siebie, ale i tak lepiej, niż w puszce. Zaznaczę swoją obecność tu i tam. Niech ci, co przyjdą po mnie wiedzą, że tu byłem, Joszko, i tu mogę wrócić, Joszko, miejcie się na baczności, bom samcem. Byłem tu, i mogę wrócić – to mówi mój ślad, który niepokój wprowadzi w umysłach innych psów.

Załatwione, teraz zajmijmy się tymi smakowitymi zapachami, które mnie dochodzą. Dziwadeł też dużo się kręci, może ktoś fajny się napatoczy, to się przywitam. A może złapię jakieś zwierzydło latające, bo kręcą się blisko.

Masuriana poszła po shake’i. To jedyne, po co zdarza nam się trafić do tego „baru”. Zabrałem Joszka do pustego ogródka, żeby mieć spokój. Zrezygnowany, że nie może wejść z panią do środka, powlókł się ze mną. Wróbelki i inne małe ptaszki ucztują dookoła na resztach, które pozostawili kulturalni klienci tej „restauracji”. Jedyny pożytek z tego, że ludziom czasami brak odrobiny kultury. Joszko jest mocno zainteresowany ptaszkami, są kusząco blisko. Zagląda to tu, to tam, a ja go chwalę za to, że nie ciągnie. Ptaszki odwracają jego uwagę od wychodzących przez boczne drzwi ludzi. Do czasu.

Oooo, ktoś mnie woła, lecę już lecę! Aj, Dziwadło mnie wstrzymało. Dlaczego?

Jakieś młode dziewczyny rozmawiając, wyszły na zewnątrz. I jedna cmoknęła na Joszka. Ten – szczęśliwy, że ktoś zwrócił na niego uwagę, wykonał skok w jej stronę. Krótki, bo wyhamowany przeze mnie. Gdybym go nie powstrzymał, wskoczyłby dziewczynie na ramiona przednimi łapami. Udałem, że nic się nie stało i czekałem, aż cmoknie drugi raz. Miała szczęście, że tego nie zrobiła, bo pozwoliłbym Joszkowi nacieszyć się bliskim spotkaniem. A bezmyślne dziewczę, jak sądzę, nigdy więcej by nie cmokało na obce psy.

glowna2

Reklamy