Poranek, jakich wiele. Wyłażę z sypialni, próbując otworzyć lewe oko. Nie, te problemy to nie jest licentia poetica. Ktoś kiedyś wraził mi w to oko wielki palec prawej nogi. Paluch znaczy się. Bardzo jestem ciekaw, co sobie teraz wyobrażacie.

Pomagając sobie palcami, otwieram w końcu to oko. I po co? Żeby zobaczyć szczapki z drewnianej szpatułki używanej wczoraj do mieszania gulaszu węgierskiego. Czy raczej dania w typie gulaszu węgierskiego. Dlaczego tych kawałków jest tak mało? Zeżarł? Nie, to pewnie tylko wrażenie takie. Kto zostawił tę łyżkę w zasięgu Joszka? A, już wiem. Czy ja się nigdy nie nauczę? Ech, zbiorę te szczątki później, najpierw posiedzenie tronowe.

Kudłaty manipulant

Popatrzyło i poszło. Dziwadło powinno pozbierać to, co mu zostawiłem. Taka zabawa. Ja dzielę rzeczy na wiele kawałków, a ono później kręci się pochylone i je zbiera. A ja udaję, że zabiorę mu to, co właśnie chce wziąć. Albo, żeby powąchać, wtykam nos z tyłu, wtedy ożywia się i wykręca na różne strony. Zabawne, jak łatwo manipulować dziwadłami.

kawalki
A kto pozbiera?

Znalezione nie kradzione

Zmieniam nawyki. Dawniej to był czas na selekcję artykułów, których listę mi dostarcza Feedly. Dzisiaj nawet nie biorę do ręki telefonu, bo zakładam, że za moment Joszko wczłapie domagając się porannej porcji czochrania. Czekam. Nie ma go. Czyżbym zapomniał o czymś? Sprawdzić? Nie pobiegnę przecież z portkami na kostkach… Nie muszę, słyszę, że idzie. Zza ścianki wychyla się joszkowa głowa z pyskiem wypełnionym przeźroczystą torebką foliową. Coś jest w tej torebce. Cukierki? Masuriana nigdy się nie nauczy. Zatrzymał się krok przede mną. Jestem pewien, że widzę w jego oczach dumę i oczekiwanie. Może to łagodne, bez okazywania złości karcenie to jednak całkiem niezła metoda? Czeka na reprymendę i odebranie mu zdobyczy?

Znalazłem, mam, a ty co? Działaj! Zabierz to, co mam i daj coś dobrego! Czekam.

– Nie wolno – mówię i wyciągam rękę. Chwytam torebkę i chcę ją wyciągnąć, ale Joszko trzyma delikatnie. Nie szarpiemy się.

– Daj, daj, daj – rozluźnia chwyt, torebka wysuwa się z pyska.

– Dobry pies. Dobry. Zaraz będzie nagroda – zbieram się szybko, żeby nagrodzić go za oddanie zdobyczy i żeby skojarzył nagrodę z czynnością. Kromka suchego chleba uszczęśliwia tornjaka. Cukierki za suchy chleb, niezła wymiana. Cukierki? Kiedy ja pytam, to nie ma… A Joszko skąd wziął? Do sklepu wyskoczył? Cóż, trzeba pamiętać o swoim miejscu w stadzie.

Mamy nauczkę? Kolejną. Nauczki jakoś nas się nie czepiają i zawsze coś zostanie na noc.

Advertisements