Rozgardiasz. Kakofonia dźwięków. Intrygująca. Nie rani uszu, łechce raczej. Zaciekawia. Muszę zwolnić. Czuję, że tak trzeba. Dziwadło też zwalnia. Zwykle wyczuwa moje polecenia i robi, co należy. Może nawet kiedyś będą z niego ludzie.

Dalej iść się nie da, więc siadam i przyglądam się. Ruch, zgiełk, taki tłum, a tyle w tym elegancji, uroku i delikatności. Mógłbym tak siedzieć, słuchać i patrzeć cały ranek. A tu bęc! Pacnęła paskuda i wszyscy uciekli. Whoow!

Symbol pokoju jak kamień wylądował na daszku karmnika. Wszystkie wróbelki, sikorki i mazurki ciekły. Gołąbek, taki miły, właśnie zaprowadził pokój. Rozgonił głodne mniejsze ptaszki, choć sam nie mieści się do małej budki. Siedzi teraz toto i w nosie ma poburkiwanie Joszka. Za daleko jesteśmy.

Joszko lubi posiedzieć i popatrzeć na ptaki żerując wesoło w karmniku w ogrodzie jednego z sąsiadów. Bywamy tam prawie codziennie i ze skarpy, zza ogrodzenia słuchamy i patrzymy. Chyba że jakiś szkodnik udający ptaka nam przeszkodzi. Wredna, fałszywa bestia.

Lecą żurawie

W górze, w górze! Co to?! Przyjazne czy wrogie? Wgrhh, woogh, wooogh! Odpowiadaj! Reaguj. Gdzie lecisz!?

ptaki

Mocno się podniecił. Szczeka tak całkiem na poważnie, staje na tylnych łapach. Zaniepokoił go ten widok i dźwięk. Wiosna już w przedsionku, a znad jeziora na południe, świszcząc, w kluczu, jak żurawie, poleciało siedem łabędzi. Dokąd, dlaczego teraz?

Kto to i jak to robi? Widziałem już takie pojedyncze duże, czarne, co robi „kra”. Widziałem takie, co burczy cały czas i jest strasznie, strasznie daleko, wysoko. Kim są te stwory? Jak się unoszą? Po wodzie już umiem chodzić, muszę się jeszcze dowiedzieć, jak latać. A co później? Będę wskrzeszać? Jak ojciec Bashobora?

Joszko interesuje się awioniką. Obserwuje ptaki. Uczy się? Szczególnie zajmujące są te duże. Kruk, nie – nie kruk niestety, tylko gawron, aż go wmurował w ziemię. Kraknął ze trzy razy i odleciał długo obserwowany przez łaciatego ornitologa amatora, aż zniknął za lasem.
Może mieć problem z latającymi stworami, duża różnorodność. Raz widział paralotnię z silnikiem. Relatywnie mało ruchliwy, wielki ptak, cały czas burczący. Człowieka tam chyba nie był w stanie wypatrzyć, więc mu o tym powiedziałem. Wydaje mi się jednak, że tego, o czym mu opowiadam, nie bierze poważnie. No tak. Może jak będzie starszy, to sobie przypomni i zrozumie, doceni. Na wiele bym jednak nie liczył. Prawda, Kajetanie? *



* Kajetan – nie całkiem niewinna ofiara moich wieloletnich eksperymentów wychowawczych. Rozumie ludzką mowę. Zazwyczaj.

Reklamy