Zagrożenie. Masowe zagrożenie. Stado nowych dziwadeł na ulicy. Po nocy pęcherz mam nabrzmiały, ale nic to – obowiązek przede wszystkim. Stanąłem na usypanym ze śniegu pagórku, żeby lepiej widzieć. I żeby oni mnie widzieli. Respekt. Niech czują respekt.

Do sąsiada przyjechała grupa robotników. Pięciu, może sześciu. Kręcą się po ulicy, szykując do pracy. Na środku stoi samochód z doczepioną jakąś maszyną. Czytam na boku auta: „Najtwardsza, najrówniejsza, najtrwalsza. Taka posadzka może być twoja już jutro.”. Maszyna to do wylewania posadzek znaczy się jest.

Niezborność ruchów

Z szoferki wygląda kierowca, a na końcu naszej ślepej ulicy, na placu manewrowym stoi inny robotnik. I ten zaczyna niepokoić Joszka. Cała reszta wzbudziła tylko czujność. Chodzili, coś wyjmowali, coś montowali, przebierali się. A ten na placu stoi nieruchomo. I w jego stronę idziemy. Joszko zaczyna poburkiwać.

Lustruję po kolei dziwadła. Grzebią się, zajmują. Się zajmują. Nic specjalnego. Już chcę odpuścić, gdy dostrzegam to jedno podejrzane. Czai się na uboczu, z dala od innych, coś planuje.

– Wabum, wuuum, wuuu. – rzucam ostrzegawczo. Nie reaguje.

– Janek, uciekaj. – Jeden z robotników widzi zachowanie Joszka i z uśmiechem „ostrzega” kolegę.

Hauuu! Houuu! Whhhh! – to ostatnie ostrzeżenia. Patrz na mnie! Bój się! To mój teren, zachowuj się. Idziemy powoli. Dziwadło mnie ciągnie i szarpie. Ech, jakie toto niekumate jest.

Człowiek zaczyna gestykulować, chyba starając się pokierować samochód z przyczepką. Joszko się rozszczekał. Nie dziwię się. I tak długo wytrzymał. Naprowadzający wygląda, jakby miał ADHD i oganiał od pszczół. Kierowca chyba nie do końca rozumie sens tych ruchów. Jeśli jakiś jest w tym chaosie gestów.

Mijamy ich. Muszę poszarpywać lekko Joszka, bo jest zafascynowany gestykulacją dyrygenta, a stoimy na ulicy. Przeszkadzamy ludziom. W końcu uspokaja się. A parędziesiąt metrów dalej wreszcie sika.

No i wyciągnęło mnie poza mój ścisły rejon. Zdążyłem w trakcie ustalić, że bezpośredniego zagrożenia nie ma. Sprawdzę, wracając. Na razie najwyższy czas sobie ulżyć.

Wyobrażam sobie, jak trudne dla niego muszą być takie zdarzenia. Rasa, której zadaniem jest pilnowanie otoczenia stada owiec. Same owieczki są nieważne, pasą się gdzieś za ogonem psa, który czuwa, aby w dobrze znanym, stałym krajobrazie pastwiska na hali wyłapać każdą zmianę. Zbadać ją, ostrzec owce, pasterza, ostrożnie sprawdzić, czy nie ma zagrożenia. Góry, strome pastwiska, spokój, stałość, bezpieczeństwo.

ludz-na-horyzoncie
Tak lubię.

Góralu, czy ci nie żal?

A tu miastowe miały kaprys i wzięły go do miejsca, które, choć relatywnie spokojne to i tak co chwilę przynosi jakieś niepokojące zmiany. I tornjak, zgodnie ze swoją naturą postępuje. Pilnuje, alarmuje, bada. Warto o tym pamiętać i nie spodziewać się, że pies będzie zblazowanym, obojętnym na wszystko gościem z wielkiego miasta.

Na szczęście tornjaki mają też inne cechy. Są ciekawe i towarzyskie. Joszko stara się uczestniczyć we wszystkich działaniach w domu. Pomijam próby zaangażowania się w przygotowywanie posiłków. Joszko jest asystentem przy niemal każdej czynności. Wtyka nos wszędzie. Dosłownie. Pcha pysk, gdziekolwiek sięgnie. Nie dziwię się, przecież mówić nie umie, nie spyta – musi powąchać, spróbować. Bawimy się świetnie tymi zachowaniami. Najczęściej.

Wielkie nadzieje

Mam nadzieję, że żaden tornjak nie trafia w ręce nerwusa. Zapewne wystarczająco cierpliwy choleryk sprawi, że jego pies wycofa się z interakcji z człowiekiem. I w ten prosty sposób unieszczęśliwi zwierzaka. Mentalne znęcanie się nad żywym stworzeniem. Cecha nie tylko ludzka, ale u człowieka przybierająca chyba najbardziej różnorodne i wyrafinowane formy.

Reklamy