– Nie. Puść. Daj. Zostaw. Oddaj. Nie twoje. Nie wolno. – wyrzucam z siebie, świadomy tego, że pies może być skołowany tym gadaniem, ale trochę zrezygnowany niemożnością przypomnienia właściwej komendy. A pytałem już wielokrotnie. Skoro mnie już nudzi zadawanie pytania, to jak nudne musi być odpowiadanie ciągle na to samo pytanie? Biedni nauczyciele.

– To już chyba jest przesada. Pies uczy się szybciej od ciebie. – słyszę i zastanawiam się, czy na pewno powinienem się zawstydzić.

Coraz częściej Joszko reaguje na moje polecenia jak dorosły pies. Patrzy z politowaniem i łaskawie opuszcza kuchnię. Sposób, w jaki wychodzi, jest ewidentnie przejęty od Puszkina. Zazwyczaj bezpretensjonalny, w takiej sytuacji wychodzi z kuchni w tak dystyngowany sposób, że czuję się zawstydzony i winny pogwałcenia jakiejś zasady. Straszne, ja przecież uwielbiam łamać zasady! Co będzie dalej? Okaże się, że to pies mnie układa, a nie ja jego?
– Nie wolno. Nie. Nie wolno, nie wolno. Nie wolno.

I po co on to tyle razy powtarza? Usłyszałem za pierwszym razem, a skoro nie przestałem od razu, to dlaczego miałbym przestać później? Chce mnie zanudzić? Zechcę, to przestanę, znudzę się, to może przestanę. Ono się niczego nie uczy. Wszyscy wiedzą, że robienie ciągle tego samego i oczekiwanie innych rezultatów to głupota, tylko to moje tępe Dziwadło chyba nie wie. To drugie – miłe – jest bardziej rozgarnięte. Wie, że jak nie robię czegoś, to nie. I już. Czasami się łasi, żebym coś zrobił albo przestał coś robić, wtedy z litości przestaję. No i czasami ma argumenty nie do obalenia. Mnóstwo pysznych argumentów w pudełku. I nigdy nie jestem pewien, co tam jest. Bywa wędzona rybka, surowe mięsko, pachnące sucharki, czerstwy chrupki chlebek i takie różne inne, co nie wiem, jak się nazywają. Się nie nazywają, ale za to smakują.

smakolyk
Już mogę?

Życie na wstecznym

Czy pisałem już, że ponoć dla tornjaka polecenie nie jest rozkazem, a jedynie sugestią wykonania jakiejś czynności? Nie pamiętam, czy pisałem, ale Joszko co chwilę przypomina, że to szczera prawda.

Czy Dziwadło myśli, że będę tak biegał na każde zawołanie? Siadał, lizał, trącał, szukał? Tak bez celu i sensu? Tylko dla dziwadeł rozrywki? Jeśli tego oczekują, to niech sobie jakieś tamagochi kupią albo inną siusiającą barbie. Ja jestem psem, tornjakiem, jestem Joszko z Mazur. Choć po prawdzie to trochę i kaszubski, bośniacki, chorwacki, serbski. Internacjonalista. Góral z Mazur aktualnie.

ja-joszko
Ja, Joszko
Reklamy