Wiedzieć powinniście, że my psy, wiemy zazwyczaj więcej, niż wam, dziwadłom się wydaje. To nie wasza wina, po prostu doskonałość naszych zmysłów jest prawdziwą doskonałością, a nie pozorną, jak wasza.

I dlatego też to, że się może niektórym dziwadłom zdawało, że ja nie wiem, jakiej płci jest Iwo, mnie nie zaskoczyło. Ja to wyczuwam momentalnie i nie szkodzi, że ma taka piękną falowaną złotą sierść. I kształtny jest i zgrabny i fochy ma. Wiem, że to samiec, ale ani wasze obawy, uśmieszki ani jakaś zaprzeszła pruderia nie będzie wpływać na moje zachowania. Tak, dosiądę, gdy zechcę sprawdzić, jak bardzo już potrafię zdominować. A owszem. Młodym, ale czas już badać, obserwować i zapamiętywać reakcje innych psów. Szczególnie dorosłych. A Iwo dorosły jest już. Od jakiegoś czasu.

Zimowe ognisko w ogrodzie przyjaciół. Joszko gania z Iwem pomiędzy ludźmi. Jest większy, więc Iwo czasami go strofuje. Iwo jest starszy, więc nie pozwala na to, żeby Joszko próbował pokazywać swoją dominację przez dosiadanie go jak samicy. Za dużo ludzi. Co i rusz ktoś się wtrąca, nie pozwala psom po swojemu ustalić zasad. Nic dziwnego, Joszko jest duży, więc łatwo zapomnieć, że to szczeniak i nie zrobi krzywdy dorosłemu, choć mniejszemu Iwanowi. Im więcej alkoholu, tym więcej psich behawiorystów i moim zdaniem należy odpuścić dziś psu wszelkie układanie, ale nie każdy podziela moje zdanie, więc Joszko kończy na minutę uwiązany do drzewa.

Jest też moment, w którym Joszko wycofuje się z kłębowiska ludzi i stając nieco w cieniu, kilka metrów od nas wycisza się. Ani masuriana, ani ja nie wybijamy go z zadumy. Nie naciskamy, pozwalamy na te parę minut samotności na pograniczu tłumu.

wypchajcie-sie

Już bywałem w takim stadzie dziwadeł, ale wtedy byłem szczeniaczkiem. Teraz jestem Szczeniakiem i może powinienem zająć się robotą: ochroną i stróżowaniem. Odejdę na bok i zastanowię się.

Przyjemnie jest wśród dziwadeł i z Iwem, ale ci pierwsi są strasznie hałaśliwi, a ten drugi z sił jakoś szybko opada. Decyduję, że nie czas jeszcze na obowiązki. Poza tym sprawdziłem teren – całkowicie ogrodzony. Patrzę tak na te dziwadła i widzę, że one stanowią zagrożenie jedynie same dla siebie, więc najlepszą pomocą z mojej strony będzie pozwolenie im na zachwycanie się mną. Do boju!

Joszko jako dusza towarzystwa i pierwszy żołądek Rzeczypospolitej bryluje cały wieczór. Zaurocza wszystkich i wodzi za nos. Prawie widzę jego myśli pełne kpiny i ironii.

Wszędzie czuję jedzenie i widzę, że ciągle ktoś ma chęć mi coś dać. Lawiruję, żeby jakoś uwolnić się od moich Dziwadeł i coś przechwycić. Chaos straszny. Drą się jeden przez drugiego, wołają mnie.

Iwo wymiękł i pokłada się już gdzie może. Odpuszczam mu, kiedy mam inne zajęcia. Tyle dziawadeł, i stół ze smakołykami w zasięgu nosa.

Czasami podejdę do kogoś, jak jest szansa na coś do jedzenia, to wykazuję zainteresowanie. Jest jedno dziwadło, które bardzo, ale to bardzo chce mi dać coś do zjedzenia. Bardziej mu zależy niż mnie. Moje Dziwadło próbuje temu zapobiec ale nie widzę większych szans w tym zamieszaniu. Jest świetnie. Czasami nawet udaję, że wykonuję jakieś polecenie. Niech też mają trochę radości.

Reklamy