Powiadam wam. Będąc gościem, należy się odpowiednio zachować. Jako i ja czynię i swoim postępowaniem świadectwo właściwemu postępowaniu daję.

Z „Wielkiej Księgi Joszka Myśli Głębi”


Łaska Pańska…

Otóż ostatnio urokiem swoim osobistym oczarowując skoligacone rodzinnie Dziwadła, miałem okazję okazać swą wielkoduszność i wyrozumiałość. Spotkałem stworzenie – miniaturkę psa. Ciekawe, czy są też miniaturki dziwadeł? A wiem, że to pies, bo umiem czytać mowę ciała. No i szczeka toto. Waży to mniej, niż jedna moja łapa, kręci się szybciej, niż mój ogon i choć sprawny jestem i skoordynowany wybitnie, to mogłaby mi się między zębami zaplątać niepostrzeżenie. Tak na dwa kłapnięcia w sam raz by była. Bo to ona jest, suczka znaczy się, imię Tosia nosi. To pies, nie moja ofiara, zdecydowałem łaskawie. I było całkiem przyjemnie, zabawnie nawet.

Nie spełniły się na szczęście nasze ciche obawy, że Joszko potraktuje Tosię – yorka z kucykiem na głowie i pióropuszem zamiast ogona – gorzej niż nasze koty i zrobi jej krzywdę. Był ostrożny, lekko wycofany jakby, ale angażował się w zabawę, reagował na zaczepki. Wąchał ją, szturchał nosem, podgryzał delikatnie, straszył niespodziewanymi ruchami. A Tosia skakała mu do pyska na początku, ale zrezygnowała, bo za daleko chyba było, więc doskakiwała do łap. Na co Joszko zabierał je najszybciej, jak potrafił – za wolno – przegrywał w te psi-łapci. Dali wszystkim sporo radości, a nam zdjęli ten kamuszek z serca, że będzie problem, kiedy Tosia trafi do nas na kilkudniowy urlop. Jutro.

Łaska Pańska na pstrym koniu jeździ

Mam towarzyszkę zabaw! Pokażę jej, jak się należy u mnie bawić. Jest mniejsza od moich kotów i nie potrafi na blat wskoczyć, więc będę ostrożniejszy. Żeby jej nie zepsuć, tak od razu. Jakaś ostrożniejsza i bardziej strachliwa jest, może ją onieśmielam swobodą na własnym terytorium. A łazi za mną, bo ciekawska jest.

20170123_233726

Joszko jest bardziej aktywny w domu. Kiedy jest zbyt namolny i niedelikatny, Tosia mu się odgryza lekko. Chyba go to bawi, bo szturcha ją wtedy nosem, jakby prowokując i zabiera go, kiedy Tosia kłapie pyszczkiem. Wtedy powtarza to z innej strony. Zalety bycia relatywnie wieeeelkim. Spodziewaliśmy się, że drobny, ruchliwy piesek wymęczy Joszka, ale nie wygląda na to. On jest bardziej aktywny, a Tosia na kilka sposobów radzi sobie z jego niezdarnością i natarczywością. Odskakuje albo kładzie na grzbiecie, albo odgryza się, albo ucieka na schody – Joszko nie wchodzi na schody, gdzie koty też się często ewakuują. Albo popiskuje – Joszko przestaje. Na chwilę. Zrozumienie między psami jest znacznie większe niż międzygatunkowe.

Tosia czasami ucieka do Dziwadeł, wtedy ja jestem ciekawski – może coś jej do jedzenia dadzą? Trzeba być w pogotowiu.

Istnieje też możliwość, że ona nie jest tak całkiem psem. Włazi do kuchni, je z kotami, wspina się po fotelach, wyleguje na oparciu kanapy. Może należałoby zweryfikować jej przodków? Może któryś jej antenat, zamiast szczekać, miauczał? Bo to, czy był w Wehrmachcie, chyba nieważne jest. Od czego zacząć? Zna ktoś telefon do IPNu? Nieee, to chyba niewłaściwe miejsce, pełne wilków, lisów i innych psowatych. A nie wszystkie psowate są tak miłe, jak my – psy, hien – choć te na to nie wyglądają – to nawet lwy się boją.

Mój dom – moje zasady

Małe wyzwanie, pierwsze z wielu, które nas czekają. Karmienie Joszka. Tosia jest malutka, ale z punktu widzenia Pana J. to może być gigantyczne zagrożenie dla zawartości miski. A ona, ciekawska, kręci się przy nogach. Jego i naszych.

Yes, yes, yes! Micha! I oto kłusem, stępem, inochodem, przepięknie, grzecznie płynę przy Dziwadle Od Karmienia. To zawsze działa.

– Czekaj.

Czekam. Siadam, patrzę w górę, na twarz Dziwadła. Miska ląduje w stojaku. A ja wytrzymuję, czekam.

– OK, proszę. – słyszę i już mam pysk w misce! Jakie to proste i trudne zarazem. Wymaga wielkiego hartu ducha. Zadanie na teraz: spieszyć się i nie tracić czujności. Pochłaniam zawartość miski, ale mam oko na to, co się dzieje dookoła. Wszyscy dybią na moje jedzenie. Jest! Wrrrghgghr! Uciekaj!

widze-cie

– Nie wolno! Zostaw! – wrzeszczą, jak zwykle, a ja już i tak zażegnałem zagrożenie – kot czmychnął i mogę kończyć posiłek.

Dobrze, że zamknęliśmy Tosię w kuchni, nie wiadomo, czy wiedziałaby, gdzie uciekać. I czy zdążyłaby. A może nie byłoby tak strasznie. Lepiej jednak nie ryzykować. Joszko, nawet niechcący, nadeptując na nią, mógłby …

*

rozmiar2

Między posiłkami jest spokojnie. Jestem gościnny – tak wypada. Tosia nie jest namolna, ja jestem wyrozumiały dla jej kocich odchyleń. Miło i przyjemnie. Ja czuwam, jak zawsze, Tosia podsypia chyba gdzieś w kuchni. Wybaczam, że tam. Mam niezmierzone pokłady wyrozumiałości. Pojawia się Dziwadło z czymś w ręce. Smakołyk! Wrrrgrhhghhh! Precz od mego smakołyka!

Tyle zamieszania, a to tylko kawałek suchego chleba. Jedzenie to dla Joszka świętość.

Zaprawdę powiadam wam: z jedzenia się nie żartuje. Nie bierzcie i nie jedzcie z mojej miski. Nawet na nią nie patrzcie, gdy jest pełna. Na pustą lepiej też nie. Dający będą nagrodzeni, patrzący mogą zostać ukarani.

Z „Wielkiej Księgi Joszka Myśli Głębi”

Reklamy