Większość dziwadeł jest podobna do siebie. Standard taki. Zupełnie niestraszne. Nie za duże, choć mogłyby być mniejsze, wszystkie dość podobne do siebie.

Męczą się strasznie, bo chodzą na dwóch nogach. Pokraki takie. Ja też tak potrafię, kiedy sprawdzam, co ciekawego jest w zlewie i opieram o blat, ale nie robię tego cały czas! Zdegenerowane chyba, bo żeby usiąść albo się położyć potrzebują narzędzi. Nie to, co ja. Jestem wolny, niezależny, wspaniały. Czasami, żeby się nie wywyższać, włażę na to ich wielkie, miękkie legowisko. Jedno Dziwadło chyba trochę to rozumie, za to drugie – to mniej rozgarnięte – nic a nic. Wrzeszczy i spycha mnie na podłogę. Schodzę łaskawie, jak to mówią: ustąp głupszemu.

Większość dziwadeł jest podobna, większość całkiem miła. Wydaje się, że im mniejsze dziwadło, tym milsze. Jest takie jedno inne. Na początku to nawet nie byłem pewien, czy to na pewno dziwadło. Twór ten jest dużo dłuższy od standardowych dziwadeł. Taki, że chyba nie dałbym rady położyć mu przednich łap na ramionach. Podejrzane. Czasami patrzy na mnie, coś mówi. Ostrzegam wtedy moje dziwadło, bo ono chyba zupełnie się nie boi. Nieodpowiedzialne całkiem.

widze-cie

Niedawno spotkałem też inne. Gabaryty niby normalne, ale na twarzy sierści dużo więcej niż u reszty. Moje Dziwadło też ma sierść na twarzy, ale nie tyle! Nie wiadomo, co tam jest w środku. Nie wiadomo, czy się nie szczerzy potajemnie. Nic nie wiadomo. Przyszło do naszego domu, a moje Dziwadło jakby się z tego ucieszyło. Nawet próbowały mnie dziwadła zwabiać do siebie. Zabawką przekupić. Okazało się w końcu, że nic się nie stało, ale …. Sam nie wiem, muszę to przemyśleć, na razie lepiej trzymać dystans.

Zestaw dziwadeł spoza szablonu, takich, na które trzeba mieć oko, jest dużo większy. Sygnalizuję, że widzę takie zjawisko, przecież to mój obowiązek. A obowiązkowy jestem wybitnie. Widuję dziwadła poruszające się w podejrzany sposób, szurające nogami albo wykonujące ruchy na „nie”: niezborne, nieregularne, nieprzewidywalne. A niektóre są bez szyi! Dziwadła bez szyi są szczególnie niepokojące, bo niektóre potrafią się transformować z postaci normalnej do wersji bezszyjnej. Potworne.

to-podejrzane-jest-2

Nie mogę wymyślić, dlaczego Joszko ma problem z ludźmi w kapturach. Pewnego razu rozszczekał się nawet na zaznajomioną z nim sąsiadkę, która nasunęła na głowę szal, bo mróz był spory, a ona musiała wystawić worki ze śmieciami. W pierwszym momencie założyłem, że to te worki, ale nie – kiedy kobieta zsunęła szal z głowy – uspokoił się. Nie wiem. Chyba każde odstępstwo od znajomej formy go niepokoi. Za mało świata mu pokazujemy, za spokojne życie na uboczu prowadzimy.

Muszę się jednak przyznać, że czasami daję się zmylić. Drzemię sobie spokojnie po porannym spacerze i zapominam, że Dziwadło polazło na dół. Wtedy słyszę, że ktoś idzie, coś dudni. Zaczynam spokojnie, ciche poburkiwanie wystarczy, stłumione szczęknięcia to wszystko, co w takiej sytuacji jest niezbędne. Wtedy otwierają się drzwi i wychyna zza nich dziwadło, niby moje Dziwadło, a jednak jakieś grubsze, niekształtne – i coś ma pod pachą, i w ręce – może to coś groźnego! Wtedy obwieszczam, że widzę, że jestem, że czuwam, że nic złego się nie stanie, bo jestem gotowy, na posterunku. W tym czasie mogę się dokładnie przyjrzeć, obwąchać i sprawdzić pyskiem, czy niebezpieczeństwo jest warte mojej uwagi. Zazwyczaj nie jest, więc uważam, że zostałem oszukany. Świat jest pełen pułapek i spisków, muszę być czujny.

Reklamy