Tornjak Joszko za smakołyk zrobi wszystko. No, prawie wszystko, bo są rzeczy cenniejsze, niż najlepszy nawet kąsek w mojej dłoni. Poza tym można najpierw pożreć to, co ma się w paszczy, a następnie grzecznie przybiec, usiąść w pięknej pozie na wprost wołającego, jakby się chciało powiedzieć „Jestem, przybyłem, poproszę nagrodę!”. Smakołykiem w mniemaniu Joszka może być niemal wszystko. Na spacer zabieram ze sobą różne cuda, a między innymi:

  • standardowe psie smakołyki, ciasteczka, mini kosteczki,
  • pokrajany żółty ser albo wędlinę,
  • wędzone malutkie sardynki,
  • mięso obrane z łapek kurczaka (galaretka z resztą pyszności zostaje na obiad),
  • surowe kawałki indyka.

Przez ostatnie dwa dni uczymy się chodzić na luźnej smyczy przy nodze. Joszko całkiem zgrabnie chodzi na smyczy, chociaż gdy mu się nieco odpuści, zaczyna dyrygować prowadzącym i ciągnąć. Ekscytację budzą w nim głównie przechodnie, zwłaszcza mężczyźni, a także sytuacje nietypowe (np. próba rozepchania auta przez trzech chłopaków, mężczyzna w białej „sukience” asystujący księdzu chodzącemu po kolędzie, panowie rozprowadzający kabel telefoniczny). Wówczas Joszko prezentuje takie oto zachowania:

  • rwie się radośnie do danej osoby, merdając i próbując się witać (jak np. dziś do montera Orange) albo
  • zatrzymuje się, wietrzy zapach nadchodzącego, stroszy grzywę, unosi ogon i również rwie się do osobnika, wpierw warcząc „wsobnie”, poszczekując, a następnie ujadając baaardzo groźnie (wczoraj na księżego asystenta); wcale się nie wycofuje, wręcz przeciwnie, prze do przodu.

Czasem udaje mi się go nakłonić do siadu, oczywiście przy pomocy wyjątkowo atrakcyjnego smakołyka, w większości przypadków jednak Joszko stawia na swoim. No cóż, dupa ze mnie, nie przewodnik…

siedze-i-mysle
Sytuacja z cyklu „Jestem, przybyłem, poproszę nagrodę!”

Moje braki w umiejętnościach nadrabia tornjak Joszko swoim łakomstwem. Chód „przy nodze” ćwiczyliśmy tak: Joszko z lewej strony, na luźnej, skróconej smyczy, głowa przy moim kolanie; w mojej prawej ręce nęcące kawałki indyka. Hasło „noga”, smakołyk przed nosem, za chwilę do paszczy, pies pięknie idzie. Pochwała, pies idzie przez chwilę grzecznie, za chwilę wysuwa się do przodu. Magiczne hasło „noga” (=indyk) i Joszko zwalnia, głowa już przy mojej dłoni, radocha na sto dwa. Indyk, pochwała, idziemy. I tak w kółko, aż pojemnik jest pusty, ale sukces jest taki, że Joszko przy nodze idzie coraz to dłużej, czekając na swoją nagrodę. Po wyczerpaniu nagród udaję, że teraz ma luz i może chodzić jak chce.

dwie-glowy
Ta piękna, czarna trufla przed chwilą była w śniegu

Nasz tornjak jest niesamowicie bystry i pojętny, uczy się w mig. Od właściciela już tylko zależy, czy te predyspozycje tornjaka będzie umiał wykorzystać. Prawdą jest, że w jego wychowaniu niezbędne są cierpliwość, miłość i konsekwencja. Każde odstępstwo od dotychczasowej normy to pozwolenie na niesubordynację w przyszłości. Wszystko to wiem, w teorii jestem całkiem niezła. A praktyka? No cóż, czy widział ktoś drogowskaz, który idzie w stronę, którą wskazuje?

wiewior
W poszukiwaniu ukrytych smakołyków

PS. Jest jeszcze jeden pozytywny aspekt psiego łakomstwa. Warto przeczytać o tym tutaj na blogu pani Zofii Mrzewińskiej.

Reklamy