Podobno spacer z psem to sama przyjemność. Bierzesz psa, smycz do ręki i wychodzisz. Pies biega radośnie, a twoje myśli szybują beztrosko w dowolnie wybranym kierunku. Sielanka? Akurat!

Niestety nie ma lekko. I ja, i tornjak Joszko uczymy się dyscypliny, konsekwencji i wzajemnego poszanowania. Do spaceru trzeba się przygotować, wziąć w garść, umysł i ciało przygotować do wytężonej pracy.

Etap I – Przygotowanie merytoryczne

W myślach skanuję ostatnie spacery, przypominam sobie, gdzie leżą kości, gdzie padlina, gdzie resztki z obiadu albo inne ludzkie pozostałości. Ustalam trasę, coby była trochę nowa, trochę znana, trochę inna.

Zastanawiam się, co będziemy ćwiczyć i jak. Jakie komendy zastosować? Jakich się już uczyliśmy i jakie pies zna? Na które reaguje (w miarę)? Mamy więc „do mnie”, „nie rusz” (dobre sobie), „hamuj”, „idziemy”, „biegaj”. Niestety na zewnątrz Joszko czasem głuchnie kompletnie, więc przed wyjściem należy przestawić się w tryb „cierpliwość i kreatywność”.

Etap II – Przygotowanie fizyczne

Pora na akcesoria – smakołyki, kliker, zabawki… Gdzie to poupychać, jak się tą nerką opasać, telefon by się pod ręką przydał, żeby fotkę zrobić jaką fajną. O, pada, może parasol?? No nie, parasol odpada, w Śiwę to ja się nie zamienię.

wszystko-moje
Kłapać to pieska rzecz

W pierwszej kolejności przywdziewam Joszkowi szelki, co nie jest rzeczą łatwą, bo Kłapiąca Paszcza ma ząbki ostre i łapie za wszystko, co się koło pyszczka rusza. „Nie rusz! Joszko, nie! Nie gryź! No proszę cię, nie rusz!!!” – człowiek by zgłupiał, a co dopiero pies.

Ubieram się, przypinam psu długą taśmę,  otwieram drzwi, „czekaj” – pies czeka, „ok” – pies wychodzi. Albo nie wychodzi, ponieważ pada, wieje, jest ciemno, kot się kręci w przedpokoju, nie chce mu się, czeka na zachętę albo nie bo nie.

Etap III – Wyjście

Ufff, udało się przejść za próg, przed nami 11 schodków w dół. Wyczytałam, że do szóstego miesiąca życia należy chronić tornjaka przed chodzeniem po schodach – chodzi o nieprawidłowe obciążenie stawów w okresie wzrostu i ewentualny niekorzystny wpływ na późniejszy rozwój. Uczuliła nas na to również pani Beata z Rumskich Molosów.

Ok, nie ma sprawy, będziemy Joszka nosić. Gdy go przywieźliśmy, ważył 9 kg, dziś, po ponad 6 tygodniach, jest to już 18 kg. Trudno, komenda „uwaga” i dźwigam go do góry, schodzę, stawiam. Przed nami furtka – kolejne wyzwanie. Znowu „czekaj”, otwieram furtkę, „ok” – pies wychodzi. Albo nie wychodzi, ponieważ pada, wieje, jest ciemno, kot się kręci po podwórku, nie chce mu się, czeka na zachętę albo nie bo nie.

imag3078
Fajnie tu, sama sobie idź

Etap IV – Spacer właściwy

Wreszcie „idziemy”. A wygląda to tak:

nie-znam-bialego
To białe tu wczoraj nie stało

Ja idę, pies stoi. Może tak stać przez całe 20 metrów taśmy, której drugi koniec dynda w moich rękach. Świat taki ciekawy, co dzień coś nowego, co dzień otoczenie się zmienia, a tornjak bacznie te zmiany rejestruje. Bacznie i dogłębnie. No cóż, trzeba czekać.

Wreszcie ruszamy. Na łące czy nad jeziorem już jest dziarsko, szybko, galopem. O, pardon, kłusem, bo tornjak to kłusak. Na razie kłusem niezdarnym, niezbornym, szczenięcym, ale dopatruję się dobrych zadatków na kłus lekki i zwinny.

Pętelka na ogonie.jpg
Cóż za gracja

Po komendzie „biegaj” prawie mam wolne, prawie mogę kontemplować przyrodę, prawie mogę iść przed siebie bez celu. Jednak prawie jak wiadomo robi różnicę. Mimo usilnych starań unikania rozpoznanych źródeł potencjalnego konfliktu tornjak i tak coś cuchnącego wywęszy. Trzeba się mieć na baczności i w razie czego zarządzić zmianę kierunku „idzenia”.

Etap V – Powrót

Wszystko jak wyżej, tyle że w odwrotnej kolejności. Jak się tornjaka Joszka dobrze wybiega, to przez jakieś pół godziny można się zając swoimi sprawami, bo pies ze zmęczenia pada i zasypia.

udaje-ze-spie
Ja nie śpię, ja mam tylko zamknięte oczy

A potem się budzi, rozrabia, gania koty, kradnie kapcie, rozrabia, je… i znowu spacer! Nie, po trzykroć nie, nie idę i już!

Advertisements