Jak już wiecie, w naszym domostwie mieszkają trzy koty. Między innymi dlatego nie mam w domu drogich czy nowych mebli, poza tym lubuję się w starociach. A koty jak wiadomo uwielbiają drapać, wbijać pazurki, ostrzyć je, najchętniej na czymś miękkim i gładkim, co się fajnie zaciąga lub rozrywa (nie rozumiem logiki, ale może to wcale nie o ostrzenie chodzi).

Dlatego w dużym pokoju mam stary komplet wypoczynkowy, bardzo wygodny, dużo poduch, obicie a’la welur. Niestety narożniki już przez koty napoczęte, wymyśliłam więc, że je sprytnie ukryję pod owczą skórą. Kiedyś wymieni się obicie. Teraz wygląda to tak:

20161020_205758

Tymczasem zapomniałam, że tornjak Joszko to pies pasterski, przeznaczony do pilnowania stad owiec. On nie zagania, tylko pilnuje (hm, mam wątpliwości, bo całkiem precyzyjnie podgryza w łydki). Wieść gminna niesie, że jeden tornjak jest w stanie stawić czoła dwóm wilkom, a dwa tornjaki poradzą sobie z niedźwiedziem. Cokolwiek by to miało oznaczać.

Ale do rzeczy. Otóż okazało się, że skóra owcza pełniąca funkcje maskujące świetnie nadaje się na poligon ćwiczebny dla chwytów rwąco-szarpiących Joszkowej paszczy. I nie chodzi o to, że to przecież szczeniak trzymiesięczny, demon zniszczenia, Joszko The Tornjak alias Kłapiąca Paszcza tudzież Żelazny Zgryz Nożycowy (spróbuj mu dobry człowieku wyrwać z ząbków odzienie, za które akurat złapał, nie robiąc przy tym dziury), absolutnie nie. To najprawdziwszy zew natury, zew krwi, wspomnienie bezkresnych hal i dzielnych pradziadów, dla których owcza skóra to wstęp do królewskiej uczty*.

Niech więc rwie, szarpie i ciąga, niech już ma ten swój instynkt, przecież nie wolno mi go tłamsić, wynaturzać, niszczyć wewnętrznie. Niech będzie prawdziwym tornjakiem, ale niech to robi tak, żebym nie widziała.

Na koniec zagadka: Skąd ten kłak?

20161020_220345

Możliwe odpowiedzi:

  1. z tornjaka Joszka
  2. z owieczki maskującej
  3. z zabawki piszczącej
  4. z dziury w sofie pod owieczką maskującą.

3 i 4:

(Na pocieszenie – ja też nie wiem).

* Podobno tornjaki żywione były bardzo skromnie. Pasterze dzielili się z nimi swoim posiłkiem, a była to najczęściej serwatka i chleb kukurydziany, a jak chciały zjeść mięso, musiały je sobie same upolować. Nie było to łatwe, bo na szyi zawieszano im kawałek drewna, który uniemożliwiał oddalenie się od stada w pogoni za zdobyczą. Drewienko to uderzało podczas biegu w przednie łapy i klatkę piersiową psa, co znacznie utrudniało poruszanie się. Dlatego tornjaki wygrzebywały z ziemi korzonki, polowały na drobne ssaki, nie gardziły owadami, a gdy w stadzie padło jakieś zwierzę (np. ze świeżego miotu) było to dla nich jak prezent od Świętego Mikołaja.

Reklamy