Joszka przywieźliśmy z Kaszub. Decyzja zapadła szybko i spontanicznie, po kilku rozmowach z hodowcą ustaliliśmy termin odbioru szczeniaka. Chcieliśmy psa, nie sukę, a ponieważ nie mamy doświadczenia z psami pasterskimi, miał to być piesek o charakterze spokojnym, łagodnym, na pewno nie szczeniak dominujący.

Hodowla

Wybór padł na Rumskie Molosy pani Beaty Kaczorowskiej. W sieci jest kilka artykułów jej autorstwa, zatem liczyliśmy na fachowe informacje o tej nieznanej dla nas rasie. I w rzeczy samej – właścicielka hodowli udzieliła nam cennych wskazówek odnośnie potrzeb i wymagań tornjaka.

Wybór szczeniaka

Od początku chcieliśmy, aby nie był to szczeniak dominujący. Gdy do pokoju wpadła sfora rozbrykanych łaciatych kulek, byliśmy mocno zaskoczeni, gdy całe to stadko zatrzymało się jakieś pół metra od nas. No tak, tornjak jest nieufny wobec obcych…

Po chwili podbiegł do nas jeden, jedyny piesek, jak się okazało – samiec alfa, najodważniejszy, dominujący, już zarezerwowany i przeznaczony w góry do owiec. Super, będzie pracował zgodnie ze swoim przeznaczeniem, pomyślałam. Ale oczywiście urzekł mnie swoim zachowaniem i nie mogłam nie pomyśleć, że on mnie sobie wybrał. A on po prostu był ciekawy i odważny.

Pani Beata wybrała dla nas dwa szczeniaki, ze wskazaniem na jednego. Poobserwowaliśmy je przez chwilę w domu i na łączce i rzeczywiście zdecydowaliśmy się na tego, którego przeznaczyła dla nas pani Beata. I tym sposobem w podróż do domu zabraliśmy Joszka, czyli Joshuę Rumskie Molosy.

Podróż

W sześciogodzinną podróż do domu Joszko zabrał ze sobą mały ręczniczek z zapachem mamy i rodzeństwa i gryzak w postaci ociekającego krwią gardła wołowego (pomijam oczywistości w postaci książeczki zdrowia, wyprawki itd.). Te oto akcesoria w zupełności mu wystarczyły na krótkie przerwy w spaniu. Bo Joszko całą prawie podróż przespał. Spacerki w czasie postoju i owszem, ale bez siku. Sześć godzin bez siku! Stres zrobił swoje – nowi ludzie, nowe otoczenie, podróż. I wreszcie – nowy dom.

Pierwsza noc w nowym domu

W nowym domu na Joszka czekało kilkoro innych domowników: Mycha – 12-letni owczarek niemiecki:

20160917_110027
Misia. Tydzień później złamała łapę i musieliśmy podjąć ciężką decyzję

Puszkin – 8-letni szary dachowiec:

20160208_225200
Poduszka jak zwykle zajęta

oraz Gienia – ok. 5-letnia przygarnięta kotka syjamska i Hanutka – jej 3-letnia córka:

20160102_144429
Matka z córką

Trochę się obawiałam, czy koty nie zrobią Joszkowi krzywdy i jak nasza Misia przyjmie w domu szczeniaka.Nocny spacerek w dwa psy i trzy koty przebiegł bez większych problemów, co dobrze rokowało na przyszłość. Joszko lekko trącał koty nosem, na razie nieśmiało – dziś już to wygląda nieco inaczej. Miśka, starsza pani, nie miała chęci na zabawy, a i Joszko jej nie dokuczał.

 

W nocy mały trochę popiskiwał i wcale nie miał zamiaru spać na swoim nowym posłaniu. Postanowił schować się do budy, czyli pod nasze łóżko. Mimo, że dziś – po czterech tygodniach w naszym domu – waży już 15 kg, nadal gramoli się pod łóżko, chociaż czasem w tym celu musi położyć się na boku, żeby dać radę. Zachodzimy w głowę, kiedy tam wreszcie utknie na dobre…

20161001_005601

Dlaczego tornjak?

Ha! Dobre pytanie. Odpowiedź w następnym poście.

 

 

 

Reklamy