Szukaj

Tornjak na Mazurach

Dostrajanie

Mieliśmy gościa. Dziwadło inne takie od innych. Dziwadło, które pozwoliło mi się ze sobą przywitać. I widziałem radość z powodu tego, że się tak wylewnie witam. Mało jest dziwadeł, które potrafią to docenić. Tym bardziej cieszy mnie ta wizyta.

Continue reading „Dostrajanie”

Byliśmy w Oletzko

Nie lubię, nie lubię. Nie wsiadam i już. Tak, wiem, że Dziwadło mnie i tak wsadzi, ale sam nie wejdę! Zamknięty w puszce. Burczy tu, wszystko brzmi jakoś dziwnie, kołysze na wszystkie strony, za szybami świat zamiast być, gdzieś biegnie, ucieka, czegoś się boi zapewne. Nie lubię.

Continue reading „Byliśmy w Oletzko”

Nauczki

Poranek, jakich wiele. Wyłażę z sypialni, próbując otworzyć lewe oko. Nie, te problemy to nie jest licentia poetica. Ktoś kiedyś wraził mi w to oko wielki palec prawej nogi. Paluch znaczy się. Bardzo jestem ciekaw, co sobie teraz wyobrażacie.

Continue reading „Nauczki”

Słyszę głosy

Czasami. Wtedy, kiedy rzeczywistość – ta już mi znana – chwieje się. To, co widzę, nie przystaje do tego, co słyszę. Nie ma wątpliwości, głosy są wyraźne i głośne. To z pewnością nie słuch płata mi figle. To musi być coś poważniejszego. Może czas na psiego psychiatrę, a może na egzorcystę?

Continue reading „Słyszę głosy”

Umówiłem się z nim na 6:30

Noc – słyszę szczekanie Joszka. Półotwartym okiem zerkam na okno – przez zaciągnięte żaluzje prześwitują promienie światła, czyli dzień. Cisza. Może przestanie szczekać – naiwnie próbuję odwlec wylezienie z łóżka. Dobre i dziesięć sekund. Szczeka po siedmiu. Wygrzebuję się spod kołdry. Wąskim przejściem między łóżkiem a ścianą, po omacku wychodzę na korytarz. Szuram nogami po podłodze, żeby nie potknąć się o Joszka, i na czuja znajduję wyłącznik światła. Rozszarpana foliowa, szeleszcząca jednorazówka, którą zostawiłem na przynętę. Obok dumny Joszko. Widzi, że na niego patrzę, wstaje dziarsko, odwraca głowę i zaczyna szczekać.

Continue reading „Umówiłem się z nim na 6:30”

Rozwinąć skrzydła

Rozgardiasz. Kakofonia dźwięków. Intrygująca. Nie rani uszu, łechce raczej. Zaciekawia. Muszę zwolnić. Czuję, że tak trzeba. Dziwadło też zwalnia. Zwykle wyczuwa moje polecenia i robi, co należy. Może nawet kiedyś będą z niego ludzie.

Continue reading „Rozwinąć skrzydła”

Czy dyrygent to realne zagrożenie?

Zagrożenie. Masowe zagrożenie. Stado nowych dziwadeł na ulicy. Po nocy pęcherz mam nabrzmiały, ale nic to – obowiązek przede wszystkim. Stanąłem na usypanym ze śniegu pagórku, żeby lepiej widzieć. I żeby oni mnie widzieli. Respekt. Niech czują respekt. Continue reading „Czy dyrygent to realne zagrożenie?”

Do tej lepszej grupy dziwadeł

Dziś jest ponoć taki dzień, w którym mogę Was uraczyć porcją swego wdzięku i taktu. Życzę wszystkim tym lepszym dziwadłom, aby Wasi partnerzy byli wierni i oddani, jak psy. Życzę, aby Wasze fochy były zawsze skuteczne, a nawet niepotrzebne, i najważniejsze: abyście mogły zawsze cieszyć się moją obecnością – choćby wirtualną.

Joszko z Mazur

Create a website or blog at WordPress.com

Up ↑