Szukaj

Tornjak na Mazurach

Spacerów odsłona druga

Pierwszy spacer z próbą zastosowania się do zaleceń psiego psychologa. Całkiem nieźle. Joszko o wiele więcej uwagi, niż zazwyczaj poświęcał mnie. I choć zwracał uwagę przede wszystkim na moje dłonie, gdzie mogły kryć się smakołyki, to jest to jakiś pozytywny początek. Continue reading „Spacerów odsłona druga”

Dostrajanie

Mieliśmy gościa. Dziwadło inne takie od innych. Dziwadło, które pozwoliło mi się ze sobą przywitać. I widziałem radość z powodu tego, że się tak wylewnie witam. Mało jest dziwadeł, które potrafią to docenić. Tym bardziej cieszy mnie ta wizyta.

Continue reading „Dostrajanie”

Byliśmy w Oletzko

Nie lubię, nie lubię. Nie wsiadam i już. Tak, wiem, że Dziwadło mnie i tak wsadzi, ale sam nie wejdę! Zamknięty w puszce. Burczy tu, wszystko brzmi jakoś dziwnie, kołysze na wszystkie strony, za szybami świat zamiast być, gdzieś biegnie, ucieka, czegoś się boi zapewne. Nie lubię.

Continue reading „Byliśmy w Oletzko”

Nauczki

Poranek, jakich wiele. Wyłażę z sypialni, próbując otworzyć lewe oko. Nie, te problemy to nie jest licentia poetica. Ktoś kiedyś wraził mi w to oko wielki palec prawej nogi. Paluch znaczy się. Bardzo jestem ciekaw, co sobie teraz wyobrażacie.

Continue reading „Nauczki”

Słyszę głosy

Czasami. Wtedy, kiedy rzeczywistość – ta już mi znana – chwieje się. To, co widzę, nie przystaje do tego, co słyszę. Nie ma wątpliwości, głosy są wyraźne i głośne. To z pewnością nie słuch płata mi figle. To musi być coś poważniejszego. Może czas na psiego psychiatrę, a może na egzorcystę?

Continue reading „Słyszę głosy”

Umówiłem się z nim na 6:30

Noc – słyszę szczekanie Joszka. Półotwartym okiem zerkam na okno – przez zaciągnięte żaluzje prześwitują promienie światła, czyli dzień. Cisza. Może przestanie szczekać – naiwnie próbuję odwlec wylezienie z łóżka. Dobre i dziesięć sekund. Szczeka po siedmiu. Wygrzebuję się spod kołdry. Wąskim przejściem między łóżkiem a ścianą, po omacku wychodzę na korytarz. Szuram nogami po podłodze, żeby nie potknąć się o Joszka, i na czuja znajduję wyłącznik światła. Rozszarpana foliowa, szeleszcząca jednorazówka, którą zostawiłem na przynętę. Obok dumny Joszko. Widzi, że na niego patrzę, wstaje dziarsko, odwraca głowę i zaczyna szczekać.

Continue reading „Umówiłem się z nim na 6:30”

Rozwinąć skrzydła

Rozgardiasz. Kakofonia dźwięków. Intrygująca. Nie rani uszu, łechce raczej. Zaciekawia. Muszę zwolnić. Czuję, że tak trzeba. Dziwadło też zwalnia. Zwykle wyczuwa moje polecenia i robi, co należy. Może nawet kiedyś będą z niego ludzie.

Continue reading „Rozwinąć skrzydła”

Czy dyrygent to realne zagrożenie?

Zagrożenie. Masowe zagrożenie. Stado nowych dziwadeł na ulicy. Po nocy pęcherz mam nabrzmiały, ale nic to – obowiązek przede wszystkim. Stanąłem na usypanym ze śniegu pagórku, żeby lepiej widzieć. I żeby oni mnie widzieli. Respekt. Niech czują respekt. Continue reading „Czy dyrygent to realne zagrożenie?”

Create a website or blog at WordPress.com

Up ↑